Патруль (Лем)

Материал из Викицитатника
Перейти к навигации Перейти к поиску

«Патруль» (польск. Patrol) — научно-фантастический рассказ Станислава Лема из цикла «Рассказы о пилоте Пирксе». Впервые опубликован в авторском сборнике «Вторжение с Альдебарана» 1959 года.

Цитаты[править]

  •  

На дне коробочки стоял домик под красной крышей с крохотными черепичками. Он был похож на малину — даже лизнуть хотелось. Если коробочку потрясти, из окружавших домик кустов выкатывались, словно розовые жемчужинки, три поросенка. И тотчас же из норы под лесом — лес был лишь нарисован на внутренней стенке коробочки, но будто живой — выбегал черный волк и, щелкая при малейшем движении зубастой, красной изнутри пастью, мчался к поросятам, чтобы их проглотить. Должно быть, внутри у него был магнитик. Требовалась немалая ловкость, чтобы этому помешать. Постукивая по дну коробочки ногтем мизинца, надо было завести поросят в домик, через дверку, которая не всегда к тому же распахивалась. Вещица не больше пудреницы — а можно скоротать с ней полжизни. Но теперь, в невесомости, она была бесполезна. Пилот Пиркс не без грусти поглядывал на рычаги ускорителей. Одно небольшое движение — и тяга двигателей, даже самая слабая, устранит невесомость, и, вместо того чтобы без толку таращиться в черную пустоту, он занялся бы судьбой поросят.
К сожалению, регламент не предусматривал включения атомного реактора ради спасения трех розовых поросят. Больше того: лишние маневры в пространстве категорически запрещались. Как будто это было бы лишним маневром!
Пиркс медленно спрятал коробочку в карман. Пилоты брали с собой куда более странные вещи, особенно в дальние патрульные рейсы — такие, как этот. Раньше начальство Базы сквозь пальцы смотрело на пустую трату урана ради запуска в небеса, вместе с пилотами, всяких курьезных вещиц, вроде заводных птичек, клюющих рассыпанные по столу крошки, механических шершней, гоняющихся за механическими осами, китайских головоломок из никеля и слоновой кости, — и никто уже не помнил, что заразил Базу этим безумием маленький Аарменс: отправляясь в патруль, он просто отбирал игрушки у своего шестилетнего сына.

 

Na dnie pudełeczka stał domek z czerwonym dachem — wyglądał ze swoimi dachóweczkami jak malina, aż miało się ochotę go polizać. Kiedy potrząsnęło się pudełkiem, z krzaków dokoła domku wypadały trzy prosiaczki jak różowe perełki. Zarazem z nory pod lasem — las był wymalowany tylko na wewnętrznej ściance pudełka, ale jak żywy — wylatywał czarny wilk i kłapiąc przy najmniejszym ruchu zębatą, w środku czerwoną paszczą — sunął ku prosiaczkom, żeby je połknąć. Pewno miał w środku magnesik. Trzeba było wielkiej zręczności, by do tego nie dopuścić. Należało, postukując w dno pudełka paznokciem małego palca, wprowadzić przedtem trzy prosiaczki do domku, przez drzwiczki, które też nie zawsze chciały się szeroko otworzyć. Całość nie była większa od puderniczki — a można było nad nią spędzić pół życia. Teraz jednak nie dałoby się z nią nic począć, bo, przy braku ciążenia, gra nie działała. Pilot Pirx spoglądał tęsknie na dźwignie akceleratorów. Jeden mały ruch — a ciąg silnika, chociażby najsłabszy, sprowadzi ciążenie i będzie można — zamiast bezpotrzebnie wlepiać się w czarną próżnię — zająć losem prosiaczków.
Niestety, regulamin nie przewidywał uruchamiania stosu atomowego dla ocalenia trzech różowych prosiąt przed wilkiem. Co więcej — kategorycznie zakazywał dokonywania zbędnych manewrów w przestrzeni. Jak gdyby to było zbędnym manewrem!
Pirx schował powoli pudełeczko do kieszeni. Piloci zabierali ze sobą znacznie dziwniejsze rzeczy, szczególnie jeśli patrol miał trwać długo, tak jak. ten. Dawniej szefostwo Bazy patrzało przez palce na to, jak marnuje się uran przy wyrzucaniu w niebo — oprócz rakiet z ich pilotami — różnych osobliwych przedmiotów, więc: nakręcanych ptaszków, które potrafią dziobać rozsypany chleb, mechanicznych szerszeni goniących mechaniczne osy, chińskich łamigłówek z niklu i kości słoniowej — i nikt już nawet nie pamiętał, że pierwszy zaraził Bazę tym szaleństwem mały Aarmens, który, wybierając się na patrol, odbierał po prostu zabawki swemu sześcioletniemu synkowi.

  •  

Патрульный полёт сравнивали, не без оснований, с ожиданием в приемной дантиста — с той только разницей, что дантист не приходил. Звёзды, понятно, не двигались, Земли не было видно совсем, или, если уж очень повезет, она появлялась на экране в виде крохотного обрезка посиневшего ногтя, да и то лишь в первые два часа полета, а потом становилась звездой, похожей на остальные, только постепенно перемещавшейся. На Солнце, как известно, смотреть вообще нельзя. В этих условиях китайские головоломки и карманные игры становились делом первостепенной важности.

 

Lot patrolowy porównywano, nie bez słuszności, do siedzenia w poczekalni u dentysty — i jedyna różnica polegała na tym, że dentysta nie przychodził. Gwiazdy nie ruszały się — rzecz jasna — Ziemi wcale nie było widać, albo, jeśli się miało nadzwyczajne szczęście, wyglądała jak malutki rąbek posiniałego paznokcia — i to tylko w pierwszych dwu godzinach lotu, bo potem stawała się gwiazdą, podobną do innych, tyle że się powoli przesuwała. W słońce, jak wiadomo, patrzeć w ogóle nie można. W takiej sytuacji problem chińskich łamigłówek i gier zręczności stawał się doprawdy palący.

  •  

Обычно люди слишком доверяют собственным чувствам и, встретив на улице умершего знакомого, скорее готовы поверить в его воскресение, чем в то, что сами они повредились в уме.

 

Na ogół ludzie pokładają nadmierne zaufanie we własnych zmysłach i kiedy zobaczą na ulicy zmarłego znajomego, gotowi są raczej przypuszczać, że zmartwychwstał, aniżeli że sami zwariowali.

Перевод[править]

К. В. Душенко, 1993