Перейти к содержанию

Конрад Валленрод (поэма)

Материал из Викицитатника

«Ко́нрад Валленро́д, историческая повесть из литовских и прусских деяний» (польск. Konrad Wallenrod, powieść historyczna z dziejów litewskich i pruskich) — историческая поэма Адама Мицкевича, впервые опубликованная в начале 1828 года. Её фабульное своеобразие было, видимо, не только данью романтической загадочности, но и средством замаскировать патриотическое содержание, которое, впрочем, не укрылось ни от единомышленников, ни от врагов автора. Один из участников польского восстания 1830 года так говорил о роли поэмы в его подготовке: «Слово стало плотью, а „Валленрод“ Бельведером»[1].

Цитаты

[править]
  •  

Стал Неман рубежом Литвы с врагами:
С литовской стороны леса шумели,
Где алтари курились пред богами;
С другой, своей вершиной в небо целя,
Крест, символ немцев, плечи грозно ширил,
Как бы стремясь все земли Палемона[1]
Пригнуть под власть немецкого закона,
Все подчинив себе в литовском мире. <…>

И тут и там закрыты переправы.
Так Неман, чьи гостеприимны воды,
Соединявший братских две державы[2][1],
Стал вечности порогом двух народов.
Никто без риска жизнью и свободой
Не мог переступить запретны воды.
Лишь тонкая литовская хмелинка,
С любимым прусским тополем в разлуке,
По камышам, по ряске и кувшинкам
К нему стремилась, простирая руки,
Венком свивалась, вплавь перебиралась
И, наконец, с любимым обнималась. <…>

А люди? Разделясь свирепством боя,
Литвы и пруссов родственность забыли!
И лишь любовь в своей извечной силе
Людей сближала. — Вступление

 

Niemen rozdziela Litwinów od wrogów:
Po jednej stronie błyszczą świątyń szczyty,
I szumią lasy, pomieszkania bogów;
Po drugiej stronie, na pagórku wbity
Krzyż, godło Niemców, czoło kryje w niebie,
Groźne ku Litwie wyciąga ramiona,
Jak gdyby wszystkie ziemie Palemona
Chciał zgóry objąć i garnąć pod siebie. <…>

I ci i owi pilnują przeprawy.
Tak Niemen, dawniej sławny z gościnności,
Łączący bratnich narodów dzierżawy,
Już teraz dla nich był progiem wieczności;
I nikt, bez straty życia lub swobody,
Nie mógł przestąpić zakazanej wody.
Tylko gałązka litewskiego chmielu,
Wdziękami pruskiej topoli nęcona,
Pnąc się po wierzbach i po wodnem zielu,
Śmiałe, jak dawniej, wyciąga ramiona,
I rzekę kraśnym przeskakując wiankiem,
Na obcym brzegu łączy się z kochankiem. <…>

A ludzie? — ludzi rozdzieliły boje!
Dawna Prusaków i Litwy zażyłość
Poszła w niepamięć; tylko czasem miłość
I ludzi zbliża.

  •  

Был Конрад чужд придворной светской лести,
Не прибегал к уловкам и поклонам, —
Он своего оружия и чести
Не продавал враждующим баронам.
В монастыре, соблазнов не касаясь,
Чуждаясь света, он проводит юность;
Ему чужды и звонкий смех красавиц,
И песен менестрелей сладкострунность,
Ничто его не возмущает духа,
Он к похвалам не приклоняет слуха,
На красоту не устремляет взоров,
Чарующих не ищет разговоров. — I. Избранье (Obiór)

 

Konrad nie słynął w przydwornym nacisku
Gładkością mowy, składnością ukłonów,
Ani swej broni dla podłego zysku
Nie przedał w służbę niezgodnych baronów.
Klasztornym murom wiek poświęcił młody,
Wzgardził oklaski i górne urzędy;
Nawet zacniejsze i słodsze nagrody,
Minstrelów hymny i piękności względy,
Nie przemawiały do zimnego ducha.
Wallenrod pochwał obojętnie słucha,
Na kraśne lica pogląda zdaleka,
Od czarującej rozmowy ucieka.

  •  

Но с Конрада спадает исступленье,
Светлеет взор, чела морщины тают.
Так укротитель львов на представленье
Решётку клетки в сторону откинет,
У зрителей спросив соизволенья,
Подаст сигнал — и мощный царь пустыни
Взревёт, — мороз по коже подирает;
Один лишь укротитель неустанным
И неуклонным взором озирает
Его, — одними глаз своих лучами.
Души своей бессмертным талисманом,
Сильнее, чем замками и плетями,
Он ярость зверя страшную смиряет. — I

 

Czy trwogę w sercu Wallenroda budzi,
Zaraz mu chmurne czoło wypogadza,
Oczy przygasza i oblicze studzi.
Tak na igrzysku, kiedy lwów dozorca,
Sprosiwszy pany, damy i rycerze,
Rozłamie kratę żelaznego dworca,
Da hasło trąbą; wtem królewskie zwierzę
Grzmi z głębi piersi, strach na widzów pada;
Jeden dozorca kroku nie poruszy,
Spokojnie ręce na piersiach zakłada,
I lwa potężnie uderzy — oczyma,
Tym nieśmiertelnej talizmanem duszy
Moc bezrozumną na uwięzi trzyma.

  •  

Вилия[1] — мать родников наших чистых,
Вид её светел и дно золотисто,
Но у литвинки, склонённой над нею,
Сердце бездонней и очи синее.

Вилия в Ковенской дивной долине,
Мчащаяся меж тюльпанов и лилий,
У ног литвинки — юноши наши,
Роз и тюльпанов стройнее и краше.

Вилия пренебрегает цветами,
К Неману не уставая бросаться;
Так и литвинка спешит меж парнями,
Предпочитая чужого красавца. — II

 

Wilija, naszych strumieni rodzica,
Dno ma złociste i niebieskie lica,
Piękna Litwinka, co jej czerpa wody,
Czystsze ma serce, śliczniejsze jagody.

Wilija w miłej kowieńskiej dolinie
Śród tulipanów i narcyzów płynie;
U nóg Litwinki kwiat naszych młodzianów
Od róż kraśniejszy i od tulipanów.

Wilija gardzi doliny kwiatami,
Bo szuka Niemna swego oblubieńca;
Litwince nudno między Litwinami,
Bo ukochała cudzego młodzieńca.

  •  

Голос из башни
О, если ты принёс одни упрёки,
Не приходи сюда, мой друг жестокий;
На век решётка крепкая, литая
Меня укроет непроглядной тенью, —
Я молча слёзы затаю, глотая…
О, будь же счастлив без меня, любимый,
Пусть в вечность канет миг невозвратимый,
Когда ко мне забыл ты сожаленье. <…>

Конрад
Когда твою я утеряю милость, —
Я лоб свой раскрою́ об эти стены,
Чтоб Каина ты казни устрашилась. — III

 

Głos z wieży
Jeśli narzekasz, nie przychodź tu więcej,
Chociażbyś przyszedł, błagał najgoręcej,
Już nie usłyszysz! Już okno zamykam,
Spuszczę się znowu w moją wieżę ciemną,
Niechaj w milczeniu gorzkie łzy połykam.
Bądź zdrów na wieki, bądź zdrów, mój jedyny!
I niech zaginie pamięć tej godziny,
W której nie miałeś litości nade mną. <…>

Konrad
Stój, a jeżeli prośba cię nie wstrzyma,
O ten róg wieży uderzę się czołem,
Będę cię błagał skonaniem Kaima!

IV. Пир

[править]
Uczta
  •  

Когда чума грозит Литвы границам —
Её приход провидят вайделоты,
И, если верить вещим их зеницам,
То по кладбищам, по местам пустынным,
Зловещим Дева-Смерть идёт походом[А 1],
В одеждах белых и в венке рубинном,
Превыше Беловежския дубравы,
Рукою развевая плат кровавый.

И стражи замков шлемы надвигают,
Псы деревень, взрывая прах носами,
Дрожат и, смерть почуяв, завывают. <…>

Ужасный вид! Но бо́льшие потери
Несут Литве немецкие набеги,
Шишак блестящий в страусовых перьях
И чёрный крест, украсивший доспехи.
Где этому виденью появиться —
Что сёл отдельных, городов разруха! —
Там всей стране в могилу превратиться.
Ко мне, ко мне, к отечества кладбищу,
Все, кто литовского исполнен духа, —
Мечтать, рыдать и петь на пепелище.

О песнь народа! Ты — ковчег завета
Над прошлым и грядущим поколеньем!
Ты — меч народа из огня и света,
Ковер, расшитый дум его цветеньем.

Ковчег завета, не подвластный самым
Безудержным ударам силы вражьей;
О песнь народа, ты стоишь на страже
Перед его воспоминаний храмом,
Архангельские крылья простирая
И меч его подчас в руке вздымая…

Огонь пожрёт истории прикрасы,
Злодеями похитятся алмазы,
Но песня — души всех людей проникает;
Когда ж глупцы поймут её не сразу,
Не впустят в сердце, не впитают в разум, —
Ввысь над развалинами, к небу ближе
Она взлетит, былое воспевая, —
Так соловей, горящий дом оставя,
На крыше сев на миг, глядит на пламя;
Когда же кровля рушится, — взлетает
И мчится в лес над грудою развалин;
И песенки напев его печален. <…>

Ты, память, — как хрустальная лампада,
Украшенная росписью обильной,
И хоть покрыта пеленою пыльной,
Но, если свет в лампаде той зажжётся, —
Ещё не раз людские встретят взоры
Невиданные, пышные узоры
И по стенам сиянье разольётся. — Песнь вайделота (Pieśń wajdeloty)

 

Kiedy zaraza Litwę ma uderzyć,
Jej przyjście wieszcza odgadnie źrenica;
Bo jeśli słuszna wajdelotom wierzyć,
Nieraz na pustych cmentarzach i błoniach
Staje widomie morowa dziewica,
W bieliźnie, z wiankiem ognistym na skroniach,
Czołem przenosi białowieskie drzewa,
A w ręku chustką skrwawioną powiewa.

Strażnicy zamków oczy pod hełm kryją,
A psy wieśniaków, zarywszy pysk w ziemi,
Kopią, śmierć wietrzą i okropnie wyją. <…>

Zgubne zjawisko! — Ale więcej zguby
Wróżył Litwinom od niemieckiej strony
Szyszak błyszczący ze strusiemi czuby,
I płaszcz szeroki, krzyżem naczerniony.
Gdzie przeszły stopy takiego widziadła,
Niczem jest klęska wiosek albo grodów:
Cala kraina w mogiłę zapadła.
Ach! kto litewską duszę mógł ochronić,
Pójdź do mnie, siądziem na grobie narodów,
Będziemy dumać, śpiewać i łzy ronić.

O, wieści gminna, ty arko przymierza
Między dawnemi i młodszemi laty:
W tobie lud składa broń swego rycerza,
Swych myśli przędzę i swych uczuć kwiaty.

Arko! tyś żadnym nie złamana ciosem,
Póki cię własny twój lud nie znieważy;
O, pieśni gminna, ty stoisz na straży
Narodowego pamiątek kościoła,
Z archanielskiemi skrzydłami i głosem, —
Ty czasem dzierżysz i broń archanioła.

Płomień rozgryzie malowane dzieje,
Skarby mieczowi spustoszą złodzieje,
Pieśń ujdzie cało, tłum ludzi obiega;
A jeśli podłe dusze nie umieją
Karmić ją żalem i poić nadzieją,
Ucieka w góry, do gruzów przylega,
I stamtąd dawne opowiada czasy,
Tak słowik z ogniem zajętego gmachu
Wyleci, chwilę przysiądzie na dachu:
Gdy dachy runą, on ucieka w lasy,
I brzmiącą piersią nad zgliszcza i groby
Nuci podróżnym piosenkę żałoby. <…>

Pamięć naówczas, jak lampa z kryształu,
Ubrana pendzlem w malowne obrazy,
Chociaż ją zaćmi pył i liczne skazy,
Jeżeli świecznik postawisz w jej serce,
Jeszcze świeżością barwy znęci oczy,
Jeszcze na ścianach pałacu roztoczy
Kraśne, acz nieco przyćmione kobierce.

  •  

Только двое из пленных на Ковно[1] взирают без страха:
Молод первый из них, а второй — убелён сединами. <…>
Князь их встретил любезно, однако к ним стражу приставил
И, приведши их в замок с собою, допрос учиняет:
«Кто такие? Откуда? С какою явились вы целью?»

«Я ни роду, ни имени, — младший ответил, — не знаю,
Потому что ребёнком был немцами в плен я захвачен. <…>
Я рос среди немцев как немец;
Дали имя мне Вальтер[А 2], прибавили прозвище Альфа,
Но под кличкой немецкою — сердце литовское билось:
В нём скрывалась тоска по отечеству, ненависть к немцам.
Во дворец меня взял к себе Винрих[1], магистр крестоносцев.
Сам крестил меня, словно родного любя и лаская;
Но бродил по дворцу я, его избегая объятий,
Привлечён стариком вайделотом. В те дни среди немцев
Жил в плену вайделот из Литвы: переводчиком был он.
И когда он проведал, что я сирота и литовец,
Стал к себе приближать, о Литве говорил он со мною,
Звуком речи родимой и песни волнуя мне душу,
Согревая её сиротливость приветливой лаской. <…>
Он вражду разжигал во мне к немцам. И, в замок вернувшись,
Я оттачивал тайно кинжал, упиваясь отмщеньем,
И магистра ковры разрезал, зеркала я царапал,
И на щит его светлый плевал, и кидал в него пылью. <…>

Эти речи он вёл на лугах; а на взморье Паланги,
Где бушующей грудью без устали море вздыхает
И потоки песка извергает из пенистой пасти,
Мне иное говаривал старец, внушая: «Ты видишь,
Как лугов наших свежесть заносит песками? Ты видишь,
Как растения тщатся пробиться сквозь саван смертельный?
Но напрасно! Все новые толпы песчаных чудовищ
Наползают на них своим брюхом белесым, душа их,
Затемняя им жизнь, превращая их зелень в пустыни…
Сын мой! Вешние всходы, что заживо взяты в могилу, —
Это братья родные, литвины, народ угнетённый!
А песок, изрыгаемый морем, — то орден тевтонский!»
О, как сердце мое истреблять крестоносцев ярилось,
Как стремилось в Литву! Но удерживал старец порывы,
Говоря: «Лишь свободные рыцари, выбрав оружье,
Могут в честном бою состязаться открыто с врагами.
Ты же — раб; у рабов лишь одно есть оружье — измена.
Оставайся у немцев, учись у них ратному делу
И входи к ним в доверье. А дальше что делать — увидим…» — Повесть вайделота (Powieść wajdeloty)

 

Dwaj rycerze pojmani jadą bez trwogi do Kowna,
Jeden młody i piękny, drugi latami schylony; <…>
Ale strażą otoczył, w zamek za sobą prowadził.
Pyta, z jakiej krainy, w jakich zamiarach przybyli.
„Nie wiem, rzecze młodzieniec, jaki mój ród i nazwisko,
Bo dziecięciem od Niemców byłem w niewolą schwytany.

<…> żyłem śród Niemców, jak Niemiec;
Miałem imię Waltera, Alfa nazwisko przydano;
Imię było niemieckie, dusza litewska została,
Został żal po rodzinie, ku cudzoziemcom nienawiść.
Winrych, mistrz krzyżacki, chował mię w swoim pałacu,
On sam do chrztu mię trzymał, kochał i pieścił jak syna.
Jam się nudził w pałacach, z kolan Winrycha uciekał
Do wajdeloty starego. Wówczas pomiędzy Niemcami
Był wajdelota litewski, wzięty w niewolą przed laty,
Służył tłumaczem wojsku. Ten, gdy się o mnie dowiedział,
Żem sierota i Litwin, często mię wabił do siebie,
Rozpowiadał o Litwie, duszę stęsknioną otrzeźwiał
Pieszczotami i dźwiękiem mowy ojczystej i pieśnią. <…>
Przeciw Niemcom podniecał. Pomnę, jak w zamek wróciwszy,
Nóż ostrzyłem tajemnie; z jaką zemsty rozkoszą
Rznąłem kobierce Winrycha lub kaleczyłem zwierciadła,
Na tarcz jego błyszczącą piasek miotałem i plwałem. <…>

To słyszałem na błoniach; lecz na wybrzeżach Połągi,
Gdzie grzmiącemi piersiami białe roztrąca się morze,
I z pienistej gardzieli piasku strumienie wylewa:
„Widzisz, mawiał mi starzec, łąki nadbrzeżnej kobierce?
Już je piasek obleciał; widzisz te zioła pachnące?
Czołem silą się jeszcze przebić śmiertelne pokrycie,
Ach! daremnie, bo nowa żwiru nasuwa się hydra,
Białe płetwy roztacza, lądy żyjące podbija,
I rozciąga dokoła dzikiej królestwo pustymi.
Synu, plony wiosenne, żywo do grobu wtrącone,
To są ludy podbite, bracia to nasi Litwini;
Synu, piaski, z za morza burzą pędzone, — to zakon.“
Serce bolało, słuchając; chciałem mordować krzyżaków,
Albo do Litwy uciekać; starzec hamował zapędy,
„Wolnym rycerzom, powiadał, wolno wybierać oręże,
I na polu otwartem bić się równemi siłami;
Tyś niewolnik, jedyna broń niewolników — podstępy.
Zostań jeszcze i przejmij sztuki wojenne od Niemców,
Staraj się zyskać ich ufność, dalej obaczym, co począć.“

  •  

«Горе, — молвит он, — жёнам, которые любят безумцев,
Тех, чьи взоры стремятся за грани родимого края,
Тех, чьи мысли, как дым в высоту, улетают бессменно,
Чьи сердца не привержены только к семейным утехам!
Эти души, Альдона, подобны огромнейшим ульям;
Мёд по край их не полнит, — в них ящерицы гнездятся». — там же

 

Biada, mówił, niewiastom, jeśli kochają szaleńców,
Których oko wybiegać lubi za wioski granice,
Których myśli, jak dymy, wiecznie nad dach ulatują,
Których sercu nie może szczęście domowe wystarczyć.
Wielkie serca, Aldono, są jak ule zbyt wielkie,
Miód ich napełnić nie może, stają się gniazdem jaszczurek.

  •  

Бегут разбитые мавров отряды,
Народ их — скован и связан;
Ещё стоит твердыня Гренады,
Но косит Гренаду зараза. <…>

Рёв пушечный прокатился с рассветом,
И — стены в провалах и ямах, —
Уж крест утверждается над минаретом,
Вломились испанцы в замок.

Один Альманзор, в разгаре сраженья,
Узнав об огромном уроне,
Из вражьего выскользнув окруженья,
Спасается от погони.

Испанцы на свежих замка руинах,
Средь трупов, застывших на стенах,
Устроили пир, купаются в винах,
Добычу делят и пленных.

Как вдруг часовые испанцев доносят,
Явясь пред своими вождями,
Что рыцарь из дальнего края просит
Принять его с новостями.

То был Альманзор, король мусульманский, —
Он больше свой сан не скрывает,
Он сдался, он просит испанской ласки,
Он жизнь сохранить желает.

«Испанцы, — молвит он, став у порога,
Склоняясь в смиренье глубоком, —
Пришёл признать я вашего бога,
Поверить вашим пророкам». <…>

Испанцы умеют ценить отвагу;
Пленясь Альманзора речью,
В ответ его смиренному шагу
Объятья открыли навстречу.

По очереди Альманзор обнимает
Испанцев, старших местами,
А главного их к груди прижимает,
В уста впиваясь устами.

И вдруг, ослабев, упал на колена,
И руки забились дрожью,
Тюрбан с головы он срывает мгновенно,
Обвив им трона подножье.

Вокруг он глянул, и все поразились:
Бледны помертвелые щёки,
И страшной усмешкой уста исказились,
И взгляд западает глубокий…

«Смотрите, гяуры, на вид мой ужасный, —
Он вам не доставит услады!
В ряды к вам проникнул посланец опасный,
Чуму вам принёс из Гренады.

Я вам запятнал поцелуями губы,
И яд был в речей позолоте…
Глядите, вам стоны предсмертные любы:
Вы в муках таких же умрёте!»

Он мечется, зубы, крича, обнажает,
Смеясь торжествующим смехом,
Объятьем смертельным испанцев желает
К груди приковать своей всех он.

Вот так он и умер, смеясь <…>.

Испанцы покинули город в тревоге,
Но всюду, вернее кинжала,
Покуда все не слегли по дороге,
Чума их ряды поражала. — Альпухарская баллада (Ballada. Alpuhara)

 

Już w gruzach leżą Maurów posady,
Naród ich dźwiga żelaza,
Bronią się jeszcze twierdze Grenady,
Ale w Grenadzie zaraza. <…>

O wschodzie słońca ryknęły śpiże,
Rwą się okopy, mur wali,
Już z minaretów błysnęły krzyże,
Hiszpanie zamku dostali.

Jeden Almanzor, widząc swe roty
Zbite w upornej obronie,
Przerznął się między szable i groty,
Uciekł i zmylił pogonie.

Hiszpan na świeżej zamku ruinie,
Pomiędzy gruzy i trupy,
Zastawia ucztę, kąpie się w winie,
Rozdziela brańce i łupy.

Wtem straż odźwierna wodzom donosi,
Że rycerz z obcej krainy
O posłuchanie co rychlej prosi,
Ważne przywożąc nowiny.

Był to Almanzor, król muzułmanów:
Rzucił bezpieczne ukrycie,
Sam się oddając w ręce Hiszpanów,
I tylko błaga o życie.

„Hiszpanie, woła, na waszym progu
Przychodzę czołem uderzyć,
Przychodzę służyć waszemu Bogu,
Waszym prorokom uwierzyć“. <…>

Hiszpanie męstwo cenić umieją;
Gdy Almanzora poznali,
Wódz go uścisnął, inni koleją
Jak towarzysza witali.

Almanzor wszystkich wzajemnie witał,
Wodza najczulej uścisnął,
Objął za szyję, za ręce chwytał,
Na ustach jego zawisnął.

A wtem osłabnął, padł na kolana,
Ale rękami drżącemi
Wiążąc swój zawój do nóg Hiszpana,
Ciągnął się za nim po ziemi.

Spojrzał dokoła, wszystkich zadziwił,
Zbladłe, zsiniałe miał lice,
Śmiechem okropnym usta wykrzywił,
Krwią mu nabiegły źrenice.

„Patrzcie, o giaury! jam siny, blady,
Zgadnijcie, czyim ja posłem?
Jam was oszukał, — wracam z Grenady,
Ja wam zarazę przyniosłem!

„Pocałowaniem wszczepiłem w duszę
Jad, co was będzie pożerać,

Pójdźcie i patrzcie na me katusze,
Wy tak musicie umierać!“

Rzuca się, krzyczy, ściąga ramiona,
Chciałby uściśnieniem wiecznem
Wszystkich Hiszpanów przykuć do łona;
Śmieje się — śmiechem serdecznym.

Śmiał się, — już skonał <…>.

Hiszpanie trwożni z miasta uciekli,
Dżuma za nimi w ślad biegła;
Z gór Alpuhary nim się wywlekli,
Reszta ich wojska poległa.

VI. Прощанье

[править]
Pożegnanie
  •  

Конец тевтонам; страшны их утраты:
Гляди, как в небе зарево зардело, —
Литва опустошает их пределы.
Столетья не залечат ран закона,
Пронзил я грудь стоглавого дракона.
В развалинах их замки и палаты,
Я их лишил могущества и чести.
Сам ад страшней не выдумал бы мести.

 

Oni zginęli, — widzisz te pożary?
Widzisz? to Litwa w kraju Niemców broi;
Przez lat sto zakon ran swych nie wygoi.
Trafiłem w serce stugłowej poczwary;
Strawione skarby, źródła ich potęgi,
Zgorzały miasta, morze krwi wyciekło; —
Jam to uczynił, dopełnił przysięgi!
Straszniejszej zemsty nie wymyśli piekło.

  — Конрад
  •  

Когда луна нам слишком ярко светит,
Я очи отвращаю, опасаясь
След времени в лице твоём приметить. <…>
Но сердце память о тебе хранило —
В том виде, в том обличье, в той одежде.
Так бабочка, что в янтаре застыла,
Хранит узорных крыльев очертанья.

 

Ilekroć księżyc żywszem światłem błyska,
Gdy słyszę głos twój, kryję się za ściany,
Ja cię, mój drogi, nie chcę widzieć zbliska. <…>
Lecz dotąd w mojem zachowałeś łonie
Też same oczy, twarz, postawę, szaty;
Jak motyl piękny, gdy w bursztyn utonie,
Na wieki całą zachowuje postać.

  — Альдона
  •  

Так струны лютни, под ударом грубым
Порвавшись, отдадут всю силу звука, —
Началу песни добрая порука,
Конца ж её вовеки не узнают.

Так об Альдоне не кончайся, песня!
Пусть ангелы в гармонии небесной,
А слушатели — в сердце допевают. — конец

 

Tak struny lutni od tęgiego ciosu
Zabrzmią i pękną: zmieszanemi dźwięki
Zdają się głosić początek piosenki,
Ale jej końca nikt się nie spodziewa.

Taka pieśń moja o Aldony losach!
Niechaj ją anioł muzyki w niebiosach,
A czuły słuchacz w duszy swej dośpiewa.

Объяснения поэта

[править]
Objaśnienia poety
  1. Простой народ в Литве представляет себе моровое поветрие в образе девы, появление которой, описанное здесь на основании народных сказаний, предшествует страшной болезни. (Lud prosty w Litwie wyobraża morowe powietrze w postaci dziewicy, której zjawienie się, opisane tu według powieści gminnej, poprzedza straszliwą chorobę.)
  2. Вальтер фон Стадион, немецкий рыцарь, взятый в плен литовцами… (Walther von Stadion, rycerz niemiecki, wzięty w niewolę od Litwinów…)
  •  

Великий магистр объявляет крестовый поход, опустошает казну Ордена на военные приготовления, <…> идёт на Литву. Всё же он мог бы взять Вильно, если бы не тратил времени на пиры и на ожидание подкреплений. Наступила осень. Валленрод, оставив лагерь без продовольствия, в полном беспорядке, уходит обратно в Пруссию. Летописцы того времени и позднейшие историки не в состоянии разгадать причину столь неожиданного отъезда его и не находят в тогдашних обстоятельствах никакого повода к этому. Некоторые объясняли бегство Валленрода его умопомешательством. Все отмеченные здесь противоречия в характере и действиях нашего героя удастся примирить, если допустить, что он был литовцем и что он вступил в Орден, чтобы мстить ему. В самом деле, его правление нанесло самый тяжёлый удар могуществу крестоносцев. Допустим, что Валленрод был тем самым Вальтером Стадионом, — сократим лишь на какой-либо десяток лет время, прошедшее между отъездом Вальтера из Литвы и появлением Конрада в Мариенбурге.

 

Wielki mistrz ogłasza krucjatę, wysypuje skarby zakonu na przygotowania, <…> ciągnie do Litwy. Mógłby Wilno zdobyć, gdyby czasu na ucztach i oczekiwaniach posiłków nie zmarnował. Nadeszła jesień, Wallenrod, zostawiwszy obóz bez żywności, w największym bezładzie uchodzi do Prus. Kronikarze i późniejsi historycy nie mogą zgadnąć przyczyny tak nagłego odjazdu, i nie znajdują w ówczesnych okolicznościach żadnego doń powodu. Niektórzy przypisywali ucieczkę Wallenroda pomieszaniu rozumu. Wszystkie tu wymienione sprzeczności w charakterze i postępowaniu naszego bohatera dają się pogodzić, jeśli przypuścimy, że był Litwinem i że wszedł do Zakonu, aby się nad nim zemścić. Jakoż, panowanie jego zadało najsroższy cios potędze krzyżaków. Przypuszczamy, że Wallenrod był owym Walterem Stadionem, skracając tylko o lat kilkanaście czas ubiegły między odjazdem Waltera z Litwy i ukazaniem się Konrada w Marienburgu.

Перевод

[править]

Н. Н. Асеев, до 1963

О поэме

[править]
  •  

Ваш Мицкевич был у меня. <…> Он должен быть великий поэт. Я ничего из его творений не знаю; но то, что он прочитал мне в плохой французской прозе из своего вступления поэмы, им конченной, превосходно. Если бы я теперь писал или имел время писать, я бы тотчас кинулся переводить эту поэму. Дышит жизнью Вальтер-Скота.[3][1]

  Василий Жуковский, письмо Е. П. Елагиной,17 декабря 1827
  •  

[Политическая тенденция поэмы состоит в] стремлении согревать угасающий патриотизм, питать вражду и приготовлять будущие происшествия, учить нынешнее поколение быть ныне лисицею, чтобы со временем обратиться во льва[4].[1]

  Николай Новосильцев, рапорт Константину Павловичу (пересланный Николаю I), начало 1828
  •  

Многочисленный круг русских почитателей поэта знал эту поэму, не зная польского языка, то есть знал её содержание, изучал подробности и красоты её. Это едва ли не единственный в своём роде пример! Но он объясняется общим вниманием петербургской и московской публики к славному польскому поэту, и так как в Петербурге было много образованных поляков, то знакомые обращались к ним и читали новую поэму Мицкевича в буквальном переводе.[3][1]

  Ксенофонт Полевой, «Записки о жизни и сочинениях Николая Алексеевича Полевого», 1850-е
  •  

«Конрад Валленрод» <…> полностью переведён на русский язык, помнится, дважды, если не трижды. Ни одного из этих переводов нельзя дочитать. В лучшем случае — всё стёрто, сплющено, лишено энергии, силы, остроты, глубины. В худшем — просто переврано, искажено, обессмыслено. О стихе же и говорить нечего.
<…> мысль Мицкевича совершает полный оборот: от политического восхваления Валленрода, через сознание его нравственного падения, к последнему оправданию за то, что он самую душу свою погубил во имя родины. <…>
В поэме, на большой глубине её, скрыта вся правда о Валленроде. В своих политических призывах Мицкевич об этой правде молчал. Взваливал на себя огромную тяжесть: знать, но молчать. Веровал, что и ему, как Валленроду, этот грех простится за великую любовь к родине. Проповедовал страшную злобу, коварство и ненависть — во имя любви.

  Владислав Ходасевич, «Конрад Валленрод», ноябрь 1927

Примечания

[править]
  1. 1 2 3 4 5 6 7 8 9 Б. Стахеев. Примечания // Адам Мицкевич. Стихотворения. Поэмы. — М.: Художественная литература, 1968. — С. 708-710. — Библиотека всемирной литературы.
  2. Земли литовцев и пруссов.
  3. 1 2 Цявловский М. А. Мицкевич и его русские друзья // Новый мир. — 1940. — № 11-12. — С. 303-315.
  4. По эпиграфу к поэме из «Государя» Макиавелли.