Перейти к содержанию

Высокий замок (Лем)

Материал из Викицитатника
Высокий замок (Лем)
Статья в Википедии

«Высокий замок» (польск. Wysoki Zamek) — мемуары Станислава Лема, впервые опубликованные в 1966 году. В 1977 году вышло дополненное 3-е издание (цитируемое здесь).

Цитаты

[править]

Предисловие

[править]
  •  

память ведь не является ни мною самим, ни совершенно чуждым мне идеально инертным хранилищем, ёмкой пустотой, секретером души со множеством щелей и тайников.
Она — память — не является мною, потому что представляет собой самостоятельную силу, не в тех же точно местах, что я сам, цепкую, не в тех же местах восприимчивую или безразличную: ведь она не сохранила в себе многое из того, что я хотел бы запомнить, и, наоборот, столько раз сберегала то, что интересовало меня менее всего.

 

… pamięc nie jest przecież ani zupełnie obcym mi schowkiem doskonale biernym, pustką pojemną, biurkiem duszy, z mnóstwem szpar i skrytek, ani mną. Nie jest mną, bo przedstawia samoswoją siłę, nie w tych samych miejscach akurat łapczywą, nie w tych samych wyczuloną lub obojętną co ja — niejednego przecież nie utrwaliła z tego, co bardzo bym chciał zapamiętać, i na odwrót, wieleż to razy utrwalała to, na czym mi najmniej zależało.

  •  

Лишь теперь, вторично, словно детектив, идущий по следам совершённого преступления, которое состояло в ловком упорядочении даже того, что в своё время вовсе не было ни упорядоченным, ни указывающим в мою — литератора — сторону, я вижу во всём, что написал, эту нацеленную в меня — повзрослевшего на четверть века — стрелу. Это тем более удивительно, что я никогда не считал, будто «я родился писателем», будто hoc erat in votis.

 

Dopiero teraz, wtórnie, jak detektyw, idący po śladach popełnionego występku, który polegał na prestidigitatorskim porządkowaniu nawet tego, co, gdy się działo, wcale nie było uporządkowane ani wskazujące w moją dzisiejszą stronę, widzę w całości, która przecież powstała, ową mierzącą we mnie, o ćwierć wieku późniejszego, strzałkę. Jest to tym dziwniejsze, że nigdy nie uważałem, abym się „urodził na pisarza”, aby hoc erat in votis.

  •  

… на пустой шахматной доске, на которой по желанию можно увидеть чёрно-белые полосы, идущие либо вдоль, либо поперёк, либо же по диагонали. Достаточно небольшого усилия воображения — и всё переиначивалось так, как мы того пожелаем. Шахматная доска по-прежнему остаётся шахматной доской, и мы не можем увидеть ничего, кроме того, что на ней есть в действительности — белые и чёрные квадраты попеременно, — и лишь их порядок, направление неожиданно меняются. Видимо, нечто подобное случилось с нарисованной в этой книжке шахматной доской памяти. Я ничего не прибавлял, но один из многих возможных порядков, направлений черно-белых клеточек моего детства слегка акцентировал. Или так получилось потому, что мы невольно ищем лейтмотив, ведущую ось, логику жизни, чтобы не чувствовать себя виновными даже перед собою за то, что столько начатых направлений было брошено, потеряно, не использовано? Или просто и только потому, что мы хотим, чтобы всё, что есть, равно как и то, что было, всегда имело какой-то чёткий и однозначный смысл, хотя этого вовсе могло и не быть?[1]

 

… na szachownicy pustej, gdzie można zobaczyć albo czarno–białe pasy biegnące wzdłuż, albo w poprzek, albo znów po przekątnej. Wystarczy odrobina wysiłku, włożonego we wzrok, aby wszystko tak się przestrukturowało, jak zechcemy. Szachownica nadal pozostaje szachownicą i niczego więcej nie widzimy ponad to, co na niej jest naprawdę — białe i czarne kwadraty na przemian — a tylko porządek, kierunek, dyrektywa zmienia się znienacka. Chyba coś osobliwie podobnego stało się z otwartą tu szachownicą pamięci. Niczego nie dodałem, ale z wielu możliwych do odnalezienia ładów jeden przeakcentowałem. Czy tak się stało, bo mimo woli szuka się leitmotvu, osi wiodącej, konsekwencji życia? Żeby nie zdradzić nawet przed sobą, że tyle podjętych kierunków porzuciło się, zaprzepaściło, zmarnowało? Czy po prostu i tylko dlatego, ponieważ chcemy, aby to, co jest, tak jak i to, co było, zawsze miało jakiś porządny i wyraźny sens, chociaż wcale tak nie musiało być?

  •  

Я слишком много говорил, слишком много интерпретировал, комментировал чужие секреты и забавы — ведь не свои же, ибо их уже нет, они не существуют; я очень старательно, спокойно, деловито, словно бы писал о ком-то выдуманном, кто никогда не жил, кого можно сформовать, не отступая от канонов эстетики, в соответствии с волей и планом, построил этому мальчонке надгробие, заточил его там. Это было нечестно. Так с детьми не поступают.

 

Mówiłem aż nadto wiele, komentowałem, interpretowałem, z cudzych sekretów i zabawek, bo nie swoich przecież, nie mam ich już, nie istnieją, zbudowałem temu malcowi nagrobek, zamknąłem go w nim, uważnie staranny, spokojny, rzeczowy, jakbym pisał o kimś wymyślonym, kto nigdy nie żył, kogo można urobić wedle kanonów estetycznych, podług woli i planu. To nie byłe fair. Tak się nie postępuje z dzieckiem.

  •  

У Стрыйского парка были, по крайней мере, две достопримечательности: запутанная топография и великолепное соседство выставочного района Восточной ярмарки.

 

Park Stryjski miał topografię zawiłą — jak również wspaniałe sąsiedztwo wystawowego terenu Targów Wschodnich. Zimą i latem królowała nad nim wieża Baczewskiego, czworoboczna, cała obłożona rzędami kolorowych pełnych butelek. Byłem ciekaw, czy tam jest prawdziwy likier, czy tylko kolorowa woda, ale nikt tego nie wiedział.

  •  

Мои интересы уже с малых лет были тесно связаны с гастрономией. Я массу времени уделял созданию запасов провизии. Особую симпатию я питал к зёрнам лущеной кукурузы в маленьких бумажных пакетиках, бобам, а когда приходила пора, к черешне — боевому сырью: её косточками было неплохо стрелять из оружия ближнего боя, то есть с помощью пальцев. Не оставались без внимания и липкие кофейные тянучки и остатки сладкого после обеда. Я окружал себя тарелочками, мешочками, пакетиками и начинал многотрудную и полную опасностей жизнь отшельника. Грешнику, даже преступнику, мне было о чём поразмыслить. Я научился проникать в центральный ящик буфета, в котором мама прятала ватрушки и торты; я вынимал верхний ящик и ножом обрабатывал кружочки сладкого теста с таким расчётом, чтобы на первый взгляд нельзя было ничего заметить. Потом собирал и съедал крошки, а нож, орудие преступления, старательно облизывал для сокрытия следов.

 

Zainteresowania moje jak powój wiły się od samego początku wokół doznań gastronomicznych, więc sprawą centralną było gromadzenie żywności. A więc, ziarna wyłuskane kukurydzy, w małych papierowych tutkach, albo i bób nawet, gdy przyszła pora — czereśnie, surowiec amunicyjny, bo pestkami ich dawało się nieźle strzelać z broni krótkiej lub zwyczajnie, ścisnąwszy je palcami. Czasem ciągnące się kawowe hopjesy, czasem resztki obiadowych legumin eskamotowane ze stołu. Otaczałem się talerzykami, woreczkami, tutkami i rozpoczynałem trudne i pełne niebezpieczeństw życie samotnika. Grzesznik, przestępca nawet, miałem o czym rozmyślać. Nauczyłem się wszak włamywania do środkowej szuflady jadalnego kredensu, gdzie matka przechowywała placki i torty; wyjmowałem górną szufladę i nożem obrabiałem kręgi słodkiego ciasta, z takim obliczeniem, aby nie dało się na pierwszy rzut oka dostrzec ich uszczuplenia. Potem zbierałem i zjadałem okruszki, a nóż, narzędzie występku, starannie oblizywałem dla zatarcia śladów.

  •  

коричневато-бурые [немецкие марки] немного напоминали по цвету замызганные обои.

 

… marki brunatną tonacją przypominały trochę pewne tapety.

  •  

… пора поговорить о первых основах мифологии, которую я в то время исповедовал. Я верил, например, никому не признаваясь в том, что мёртвые предметы не менее, чем люди, ущербны, а следовательно, и они могут страдать рассеянностью; и если запастись терпением, то их можно заставать врасплох принуждать, в частности, к делению. Так, если, скажем, лежащий в шкафу перочинный ножичек забудет, где ему быть положено, то его удастся отыскать в совершенно ином месте — например, между книгами на полке; и тогда, попав в совершенно безвыходное положение и не будучи в состоянии выбраться из шкафа, он раздвоится, и получится два одинаковых ножичка. Таким образом, я считал, что предметы подвластны некоей логике неизбежности, они должны подчиняться определённым правилам, и тот, кто отлично знает эти правила, может добиться желаемого от этой якобы мёртвой материи. Долгое время немного бездумно, а немного и бессознательно я исповедовал эту религию — и не могу сказать, избавился ли я от неё окончательно. — отмечалась параллель с «Из воспоминаний Ийона Тихого. I» (1960) об исследовании «ненадёжности своего мира»[2]

 

… należy już przedstawić pierwsze zasady mitologii, jakiej się wówczas oddawałem. Wierzyłem mianowicie, nikomu się z tego sekretu nie spowiadając, że martwe przedmioty są nie mniej od ludzi ułomne, a przeto i one bywają zapominalskie; i przy dostatecznej dozie cierpliwości można je zaskakiwać, zmuszając, między innymi, do powielania się. Jeżeli bowiem pozostawiony, dajmy na to w szufladzie, scyzoryk zapomni o tym, gdzie być powinien, odnaleźć go będzie można zupełnie gdzieś indziej, między książkami na półce na przykład; wszelako nie zdolny już wycofać się z szuflady, w tej sytuacji bez wyjścia zwyczajnie się zduplikuje i będzie ich dwa. A zatem, w moim mniemaniu, przedmioty obowiązywała pewna logika konieczności, stosować się musiały do określonych reguł, a ten, kto je znał wybornie, mógł dopiero doprowadzić niby martwa materię do upragnionych rezultatów. Bardzo długo potem wyznawałem w jakiś ciemny, trochę bezmyślny, a trochę mimowiedny sposób powyżej naszkicowaną wiarę — i nie umiem wyznać, czy wyzbyłem się jej ze szczętem.

  •  

Недоеденные конфеты («хопьесы») я обычно прилеплял к столу, под крышкой, и со временем там образовывались воистину геологические залежи сладких окаменелостей. Извлечённые из шкафов костюмы отца я переделывал в манекены, восседающие на стульях и креслах, в поте лица своего набивая свёрнутыми в рулоны журналами их болтающиеся рукава, а внутрь запихивая что под руки попадало.

 

Nie dojedzone cukierki („hopjesy”) przylepiałem zwykle do stołu, pod blatem, gdzie z latami utworzyły istne wzgórza geologiczne słodkiej skamieliny. Z wyciąganych ze szaf ubrań ojca budowałem manekiny na fotelach i krzesłach, w wielkim trudzie napychając im zwiniętymi w rulony pismami rękawy, a do środka pakując, co wpadło do ręki.

  •  

… я был тираном. Норберт Винер начал свою биографию словами: «I was a child prodigy» — «Я был чудесным ребёнком»; я мог бы сказать только: «I was a monster» — «Я был чудовищем». Итак, чудовищем, быть может, лишь с небольшим преувеличением; но то, что я терроризировал окружающих, особенно будучи ещё совсем маленьким, — истина. Есть я соглашался только в том случае, если отец, взгромоздившись на стол, попеременно открывал и закрывал зонтик, или же меня можно было кормить только под столом; я этого, разумеется, не помню, это было начало, спящее где-то за пределами воспоминаний. Если я и был чудесным ребёнком, то исключительно лишь в глазах любвеобильных тётушек. Зато чувствительным я был наверняка. Отсюда моё первое очень раннее сближение с поэзией. Ещё не умея читать, я декламировал единственное в моём репертуаре и пользующееся неизменным успехом у гостей стихотворение о комаре, что с дуба упал. Не помню, чтобы я хоть раз довёл декламацию до конца, поскольку, дойдя до того места, в котором выяснялось, что это падение имело совершенно роковые последствия (комар сломал себе кость в крестце), я начинал реветь, и совершенно зарёванного меня выводили из комнаты. В то время было мало существ, которым бы я сочувствовал столь горячо и одновременно так безнадёжно, как этому комару; in hoc signo проявилась надо мной власть литературы.

 

… byłem tyranem. Norbert Wiener zaczął swoją autobiografię od słów I was a child prodigy, byłem cudownym dzieckiem; ja mógłbym tylko I was a monster, byłem potworem. A więc, potworem, z pewną przesadą, może; ale to, że terroryzowałem otoczenie, zwłaszcza jako zupełny malec, jest prawdą. Jadać godziłem się, kiedy ojciec stojąc na stole na przemian otwierał i zamykał parasol albo znów karmić można mnie było tylko pod stołem; tego naturalnie nie pamiętam, to były początki, spoczywające poza granicą wspomnień. Jeżeli byłem cudownym dzieckiem, to chyba tylko w oczach uprzejmych ciotek. Za to wrażliwym na pewno. Stąd moje pierwsze, bardzo wczesne zbliżenie z poezją. Kiedy czytać jeszcze nie umiejąc, deklamowałem wierszyki, często przed gośćmi, popisowego, jednego, o komarze, co z dębu spadł, nie mogłem dokończyć, ponieważ gdy dochodziłem do miejsca, w którym skutki owego upadku okazywały się zupełnie fatalne (komar złamał sobie w krzyżu gnat), zaczynałem ryczeć i desperacko osmarkanego wyprowadzano mnie sprzed zgromadzonych. Mało było wtedy istot, którym współczułem tak gorąco i zarazem tak beznadziejnie, jak temu komarowi; in hoc signo objawiła się moc nade mną literatury.

  •  

Любовь к подражанию представляет собою, вероятно, естественную фазу развития, немного раздражающую стороннего наблюдателя из-за явной её обезьянности, потому что обычно хочется, чтобы дети были просто детьми, и по возможности меньше — маленькими взрослыми; в данном случае я особо имею в виду легионы восьмилетних мамочек с маленькими колясочками. Впрочем, я не изменял полу, и, быть может, моими устами говорит инфантилизм мальчика, а точнее — тех его остатков, которые каким-то образом просуществовали в моей постепенно портящейся натуре.

 

Zamiłowania naśladowcze są chyba naturalną fazą rozwoju, może trochę irytującą obserwatora przez jej małpiarskość, bo chciałoby się, aby dzieci były dziećmi po prostu — a mniej małymi dorosłymi — mam tu na myśli zwłaszcza roje ośmioletnich mamuś z maleńkimi wózeczkami — zresztą, nie zmieniłem płci i być może przemawia przeze mnie infantylizm chłopca, a właściwie tych jego resztek, które jakoś przetrwały w moim nadpsuwającym się powoli wnętrzu.

  •  

… определённо, авторы книжек для детей сами не ведают, что творят, не представляют себе, каким легковоспламеняющимся — правда, лишь психически — материалом жонглируют. Им кажется, что они рассказывают поучительную историю, а между тем во время чтения она превращается в загадку или в запутанную драму; стремясь рассмешить, они учат мистическим тайнам. Они складывают ямбы, а в какой-нибудь семилетней голове эти ямбы трансформируются в возвышенный гекзаметр.

 

autorzy książeczek dla dzieci sami nie wiedzą, co czynią, z jak zapalnym, prawda, że psychicznie tylko, materiałem żonglują bezustannie. Im się zdaje, że opowiadają pouczającą historyjkę, a tymczasem w odbiorze zamienia się ona w zagadkę albo w powikłany dramat; chcąc rozśmieszyć, nauczają misteryjnych tajemnic, rymują po częstochowsku, a rodzi się z tego w jakiejś głowie siedmioletniej wzniosła katharsis.

  •  

Диккенса я читать не хотел — он был словно беспросветная дождливая осень…

 

Dickensa czytać nie chciałem, był jak deszczowa beznadziejna jesień…

  •  

Я был довольно толст, особенно пониже спины; фигура моя уже в то время несколько напоминала грушу, хотя максимального сходства с ней я достиг позже, в гимназии. Лицо у меня было толстощёкое, глаза немного навыкате, потому что я по природе был любопытен, ко всему прочему я частенько любил раскрывать рот, кажется, считая, что это придаёт мне обаяние.

 

Byłem już porządnie tłusty, postacią zaczynałem przypominać gruszkę, chociaż dokładniej formę jej, najszerszą poniżej środka, imitowałem później w gimnazjum. Twarz miałem pucołowatą, oczy zwykle dość wytrzeszczone, bo z natury byłem ciekawy, a i gębę często rozdziawiałem, zdaje się, sądziłem, że dodaje mi to uroku.

  •  

Теперь я вижу, что был ребёнком скорее одиноким, но об этом я совершенно не знал. Мне очень хотелось иметь братишку или сестрёнку, а вернее — опасаюсь — маленького невольника.

 

Widzę teraz, że byłem dzieckiem samotnym raczej, ale wcale o tym nie wiedziałem. Bardzo chciałem mieć braciszka lub siostrzyczkę, a właściwie — obawiam się — maleńkiego niewolnika.

  •  

Если я вообще соглашался ходить на улицу Костюшки, то, пожалуй, только из-за пианино, чёрного, огромного, на котором, кажется, никто не играл. Я любил измываться над его клавиатурой, потому что обожал мощные удары, бурную и безудержную какофонию; слух у меня никогда не был блестящим, и, к моему счастью, родители не пытались подвергать мою дубовую от рождения музыкальность испытанию, обучая меня игре на каком-либо инструменте.

 

eśli godziłem się w ogóle chodzić na ulicę Kościuszki, to chyba ze względu na fortepian, czarny, wielki, na którym bodajże nikt nie grał. Lubiłem okazje szybkiego wyznęcania się nad klawiaturą, bo gustowałem w silnym uderzeniu, w kakofoniach łomotliwych i gwałtownych; ze słuchem moim nie było nigdy dobrze i całe szczęście, że rodzice nie usiłowali nawet mej muzykalności, dębowej z natury, poddać rygorowi nauk gry na jakimś instrumencie.

  •  

… что такое, например, мифы, как не навязывание видимости порядка даже таким явлениям, которые его в себе не содержат. Все мифы, сколь бы далеки они ни были от философских систем или научных теорий, сходятся с ними в том, что отрицают возможность всеобщего и уж, во всяком случае, достаточно распространённого хаоса как закономерности бытия. Хаос в чистом виде, не нарушенном какими-либо разновидностями порядка, вероятнее всего, нигде в материальном мире не существует; однако это не значит, что мы согласимся принять на веру любой порядок, поддающийся объективному выделению в тех или иных явлениях.

 

… czymże innym są mity, jeśli nie narzucaniem ładu takim nawet zjawiskom, które go — w sobie — nie posiadają; wszystkie też mity, jakkolwiek byłyby różne od filozoficznych systemów czy teorii naukowych, schodzą się z nimi w tym, że negują możliwość powszechnego, a przynajmniej dość pospolitego panowania chaosu jako reguły wydarzeń. A jeśli chaos w postaci czystej, niezakłóconej żadnymi rodzajami porządku, najpewniej nigdzie w świecie materialnym nie istnieje, to znów nie na każdy typ dającego się obiektywnie wyróżniać w zjawiskach ładu jesteśmy skłonni wyrazić zgodę.

  •  

Тот, кто в описываемую действительность «вживляет» избыток отсутствующего в ней порядка, чаще всего рисует её в несколько облагороженном виде. Так, подчёркивая, скажем, идилличность, невинность детских лет, автор конструирует «безгрешные годы», либо, наоборот, стремясь активно избежать такого подхода, создаёт мир детей — маленьких чудовищ, ограничиваясь исключительно биографическими сведениями, так как именно они интересуют нас в данном случае. О том, чтобы кто-то, не придерживаясь каких-либо канонов, сказал «всё», не может быть и речи, поскольку селекция производится всегда, отличаются лишь наборы критериев, использованных для отсева.[1]

 

Ten, kto w przedstawianą rzeczywistość wprawia nadmiar nieobecnego w niej ładu, ukazuje nam jej obraz najczęściej — uwznioślony. A więc, podkreślając, powiedzmy, sielskość, niewinność lat dziecięcych, konstruuje „bezgrzeszne lata”, albo na odwrót, pragnąc się podobnemu ujęciu przeciwstawić, stworzy świat dzieci — potworów małych — żeby ograniczyć się jedynie do ujęć biograficznych, bo te nas tu interesują. O tym, aby ktoś, o żadne reguły nie dbając, powiedział „wszystko”, nie może być mowy, ponieważ selekcja zachodzi zawsze i różnią się od siebie tylko stosowane do odsiewu zestawy kryteriów.

  •  

Оказывается, что если требовать очень строгой определённости, если добиваться слишком высокой точности, то отделить объективные факты от их интерпретаций уже невозможно, поскольку основа языка, составляющие его элементы — слова, законы грамматики и синтаксиса — являются интерпретациями, а не точными фотографиями предметов или психических явлений. Конечно, подобная констатация не утешение, хотя в какой-то степени она и может снять с нас тяжесть греха. Избыток знания зачастую оказывается бременем, балластом, ограничивающим свободу действия. Тот, кто знает, сколько «теорий ребёнка» существует в психологии или антропологии, должен отдавать себе отчёт, что как бы он ни желал и ни стремился быть простым, искренним, подлинным — предрасположения его интеллекта и характера неизбежно будут сносить его в сторону одной из теорий, ибо того ребёнка, которым он был, он видит сквозь набор линз, надетых на нос последующими годами жизни, и тут уж ничего не попишешь.

 

Okazuje się bowiem, że jeśli tylko żądać dokładności i pewności bardzo wielkiej, jeśli ścisłość posuwać nadmiernie daleko, nie można już właściwie faktów obiektywnych oddzielać od ich interpretacji, skoro na samym dnie języka jego elementy pierwsze, poszczególne słowa, na równi z regułami gramatyki czy składni, są interpretacjami a nie doskonale wiernymi fotografiami przedmiotów czy zjawisk psychicznych. Nie jest, naturalnie, konstatacja taka jakimś pocieszeniem, chociaż może przynajmniej rozgrzeszyć. Nadmiar wiedzy okazuje się nieraz brzemieniem, balastem zakłócającym działanie, ten bowiem, kto wie dobrze, jakie mnóstwo istnieje „teorii dziecka” w psychologii czy antropologii, musi zdawać sobie sprawę z tego, że chcąc, choćby nie wiedzieć jak starał się ograniczać, być prostym, szczerym, autentycznym — mimo woli ku jakiejś z owych teoretycznych postaw będzie dryfował, że go ku którejś zniosą predylekcje intelektualne, charakterologiczne, bo widzi dziecko, którym był, przez zestaw szkieł, jakie mu na nos włożyły wszystkie lata późniejsze, i na to nie ma rady.

  •  

… мне кажется, следовало бы собрать последние экземпляры школьных парт, если они вообще ещё где-то сохранились, и поместить в музеи на равных правах с остатками мустьерской или ориньякской культур. Палеолитический человек занимался резьбой по камню, гимназический — по парте. Это был благодатный материал. Мудрые столяры проектировали их, имея в виду бесчисленные волны учеников, которые непрекращающимся прибоем будут пытаться изничтожить деревянные оковы. Края парт со временем стали гладкими, словно слоновая кость, потому что за них спазматически хватались бесчисленные поколения вызванных отвечать гимназистов. Пот и чернила настолько впитались в толстые доски, что постепенно они приобрели свой неописуемый серо-буро-малиновый цвет; стальные перья, лезвия перочинных ножей и просто ногти, а кто знает, может быть, и зубы, испещрили их вязью таинственных знаков, иероглифических письмен, слои которых накладывались один на другой, ибо каждое очередное поколение закрепляло и продолжало труд предыдущих; так появились глубокие и глубокомысленные рытвины, несравненную же гладкость отверстиям от выпавших сучков придал сизифов труд лекционных часов; но и это ещё не все. Когда обострения достигали апогея и приходилось сидеть, заложив руки за спину, глаза, эти слуги души, над которыми учителя уже не властны, в последней попытке уклониться от получения знаний почивали на рисунке древесных слоёв; при соответствующей сосредоточенности можно было начисто оглохнуть к учительским словам. Как Гамлет, если б его заключить в ореховую скорлупу, чувствовал бы себя владыкой бескрайних просторов, так и каждый из нас мог благодаря парте сливаться с абстрактными меандрами её поверхности, охваченный сладостным обалдением, передохнуть в этой двуличной разновидности эскапизма. Вероятно, вырезать ерунду можно и на полированной крышке стола, но это уже типичное не то. Это делалось без уверенности, а стало быть, и без артистизма, скорее по инерции.

 

… wydaje mi się, że należałoby zebrać ostatnie ich okazy, jeśli w ogóle jeszcze gdzieś istnieją, i powstawiać do muzeów, na równych prawach z reliktami kultury oryniackiej czy mustierskiej. Człowiek paleolityczny rył w kamieniu, gimnazjalny — w ławce. Wdzięczne to było tworzywo. Jacyś pełni mądrości stolarze musieli je projektować, z myślą o tysięcznych falach uczniowskich, które będą próbowały wciąż ponawianym przybojem skruszyć drewniane okowy. Brzegi pulpitów stały się z czasem gładkie, jak kość słoniowa, bo je tam ujmowały rozpaczliwym skurczem dłonie niezliczonych pokoleń wyrwanych do odpowiedzi. Pot i atrament wsiąkł w grube deski, że zyskały z wolna swą nieopisaną, szaro–buro–sinawą barwę; stalówki, ostrza scyzoryków czy po prostu paznokcie, a kto wie, może i zęby, poryły je girlandami tajemnych znaków, rządkami hieroglificznego pisma, którego warstwy kładły się na warstwach, bo każda generacja następna pogłębiała trud poprzedniej, i tak powstały głębokie, rozmyślne nawiercenia, niezrównaną zaś gładkość dziurom po sękach przydał syzyfowy trud lekcyjnych godzin, ale i to jeszcze nie wszystko. Kiedy obostrzenia dochodziły szczytu i trzeba było siedzieć z założonymi rękami, oczy, te sługi duszy, nad którymi ciało pedagogiczne już nie miało władzy, w ostatniej próbie uniku i ucieczki spoczywały na rysunku słojów drzewnych; przy odpowiedniej koncentracji można było ogłuchnąć na słowa profesorskie. Jak Hamlet, który, zamknięty w skorupie orzecha, czułby się panem bezkresnych przestrzeni, każdy mógł dzięki ławce, zespalając się z abstrakcyjnymi meandrami jej powierzchni, ogarnięty słodkim zesłupieniem, odetchnąć w tym przewrotnym rodzaju eskapizmu. Zapewne — wyrzynać różności można także w blacie politurowanego stołu, ale to nie jest to samo. Robiło się to bez przekonania, a więc i bez artyzmu, raczej z bezwładności.

  •  

… нет такого предмета, который нельзя было бы поставить на службу целям, противоречащим намерениям их создателей.

 

… nie ma takiego przedmiotu, którego by nie można wprząc w służbę celów, sprzecznych z intencją jego twórców.

  •  

Тем, чем для христианина является рай, для каждого из нас был Высокий Замок. Туда ходили, когда из-за непредвиденного отсутствия учителя пропадал какой-нибудь урок — одна из самых приятных неожиданностей, которыми изредка баловала нас судьба. Это было место не для прогульщиков, так как в аллейках, между скамьями и деревьями можно было натолкнуться на кого-либо из воспитателей; местом укрытия дезертиров служили ямы из-под выкорчеванных деревьев в Кайзервальде и районы за Песчаной горой, там они беспечно слонялись в чаще, досыта накуриваясь «Силезскими раритасами» или «Юнаками». К Высокому же Замку мы отправлялись открыто, шумно, в сладостном ореоле легального бездельничанья, упиваясь избытком неожиданно свалившейся на нас свободы.

 

Tym, czym jest dla chrześcijanina niebo, był dla każdego z nas Wysoki Zamek. Chodziło się tam, kiedy wypadała jakaś lekcja, wskutek nagłej niedyspozycji profesora — stanowiącej jedną z najradośniejszych niespodzianek, jakie z rzadka przynosi los. Nie było to miejsce dla wagarujących, jako nazbyt niebezpieczne, w alejkach, między ławkami i drzewami można by spotkać któregoś z wychowawców — dezerterom służyły raczej wykroty Kaiserwaldu, okolice za Górą Piaskową, tam zapadali ‘bezpiecznie w chaszczach paląc do syta rarytasy śląskie lub junaki — natomiast na Wysokim Zamku przechadzaliśmy się głośno, hałaśliwie, w słodkiej aureoli legalnego próżniaczenia, opici nadmiarem otwartej z nagła swobody.

  •  

Высокий Замок открывался нам всего на один час, поэтому каждой минутой надлежало насытиться, испить её до конца, заполнить откровенным бездельем, старательным ничегонеделанием; мы утопали в нём, позволяли ему нести себя, словно тёплой реке под облачным небом, это не был погруженный в молитвы скромный христианский рай, а скорее нирвана — никаких искушений, желаний, — блаженство, существующее само по себе, даже наши глотки, охрипшие от крика на переменах, охватывало, видимо, это небесное дуновение, так как хоть мы немного и верещали, но больше по привычке, чем по необходимости.

 

Wysoki Zamek otwierał się przed nami na jedną tylko godzinę, każdą więc minutą należało się nasycić, wyssać ją do ostatka, wypełnić sumienną bezczynnością, pilnym nieróbstwem, tonęliśmy w nim, dawaliśmy się mu nieść, jak ciepłej rzece, pod niebem w chmurach, to nie był rozmodlony, skromny raj chrześcijański, ale raczej nirwana — żadnych pokus, zachceń, błogość, dziejąca się sama przez się — nawet nasze gardła, zdarte w porykiwaniu na przerwach, ogarniał widać ów wiew nie z tego świata, bośmy wprawdzie wrzeszczeli trochę, ale doprawdy z nawyku tylko, nie z przekonania.

  •  

Если бы каким-то чудом собрать воедино энергию всех гимназистов мира, вероятно, удалось бы насквозь пробуравить Землю и высушить океаны, но предварительно это следовало бы строжайше запретить.

 

Gdyby można skoncentrować jakoś energię wszystkich gimnazjalistów świata, dałoby się pewno ziemię przewiercić i wysuszyć oceany, ale najpierw trzeba by tego najsurowiej zabronić.

  •  

Даже моя пухлая туша в некоторых обстоятельствах бывала полезной. Я немного играл в футбол — в защите: меня было трудно оттеснить, оттолкнуть корпусом, потому что у меня был солидный вес. — в гимназии

 

Nawet znaczna moja tusza okazywała się w pewnych okolicznościach dosyć korzystna, mianowicie grywałem trochę na obronie w piłkę nożną i trudno mnie było odeprzeć i pokonać w walce „ciałem”, bo miałem poważną masę.

  •  

… колея, одна из многих выбитых поколениями более или менее добросовестных воспоминателей. О гимназии говорят, как о кукольном домике, то есть как-то свысока, издалека, сквозь смех со слезинкой, немного карикатуризируя — что понятно — фигуры педагогов. Истёртые фальшивые приёмы лысеющего мемуариста! Особо коварные в своём простодушии, они превращают стиль в сладенькое питьё для младенцев, обмазанную глазурью кашицу, которая склеивает и парализует мысль. Говорить о гимназии свысока — это хуже злодеяния, это ошибка. О гимназии следует писать, как об Абсолюте. Охраняемый стенами и мелом, он содержится в самом педагогическом коллективе — такой первый, приближенный диагноз. Это не шутка. К профессорам других школ, а с ними мы встречались, например, в театре, мы относились, как правоверные к иноверцам, их алтарям и обрядам — никаких сомнений, просто какое-то конфузливое удивление: что же в них нашли их ученики; откуда такая слепота? Каждого чужого учителишку я мог с первого взгляда разложить на составляющие — от калош и озабоченности служаки до пенсне; он был скучным сборищем этих элементов — не более. А вот то, что у Моторного был большой живот, в расчёт не шло, ибо он был абсолютен, — он и его записная книжка, и маленький, пышущий могуществом карандашик, и медленное движение пальцев, перелистывающих всегда таинственные странички; ещё секунду назад они были пустыми, как мир перед сотворением, а в следующее мгновение ударял тихий гром. Ворожейки с первого ряда пытались вычитать по микроскопическому движению карандаша нашу неотвратимую судьбу.
Мне частенько доводилось носить в учительскую тетради после классных работ. Там должен был быть какой-нибудь стол, возможно, даже стулья, но этого я не помню. Что же касается кабинета самого директора, то не может быть и речи о каком-то его описании, и это неведение невозможно объяснить одними только обстоятельствами, которые меня туда приводили — ну, например, когда я вместе с Л. разбил классный умывальник. Я так напираю на это обстоятельство потому, что ослеплял меня не страх, а Абсолют. Он там присутствовал наверняка. Я это чувствовал. Я искал его даже спустя много лет, когда в качестве литератора, которому предстояло встретиться с учениками, сидел в директорских кабинетах школ, потягивая чёрный кофе и ожидая своего часа. Но я так и не нашел его, этот Абсолют, он испарился, оставив холодные письменные столы, кресла, изречения и соответствующие портреты на стенах, исчез, но исчез лишь для меня. Присутствие его я неожиданно угадывал в выражениях лиц учеников, переступавших порог директорского кабинета. Они сразу же впадали в лёгкий, столь хорошо знакомый мне транс; я с первого взгляда узнавал это слабое одеревенение, окостенение, сухой холодок, блеск опасной эйфории в глазах, атрофию всех сразу чувств; они говорили совсем не дело и даже усердно шаркали по полу ногой, но и я тоже так поступал. <…> Мистика? Да, но особого рода, всеприсутствующий и одновременно тотально материализованный Абсолют; гимназические племена не суеверны, не верят в телепатию или психокинез; они овладели бы и тем и другим, если б мир это позволял. Никакой медиум так не восприимчив к чужой мысли или загробному дуновению, как были восприимчивы мы к капле внушённого знания, оказавшись один на один с Абсолютом у классной доски и раскалённой Сахарой невежества в голове. Что касается психокинеза, то нас было сорок человек, объединённых духом, и если бы напряжённая до предела мысль могла поколебать основы материи, кафедру, профессора и классный журнал поглотило бы чрево нижних этажей — быстрее, чем можно прочесть эту фразу.

 

… koleina, jedną z wielu, wyżłobionych przez pokolenia mniej lub bardziej profesjonalnych wspominaczy. Mówi się o gimnazjum jak o domku lalek — więc z wysoka, na daleki dystans, przez uśmiech z łezką, karykaturując z lekka, bo wyrozumiale, postaci pedagogów, Wytarte, fałszywe chwyty łysiejącego pamiętnikarza! Tym perfidniejsze, że nieświadome, styl zamieniają w słodką papkę niemowlęcą, w lukrecją zalatujące błotko, które okleja i paraliżuje myśl. O gimnazjum, z wysoka, to gorsze od występku — to błąd. Należy pisać o nim jako o Absolucie. Wspomagany murami i kredą, trwał zasadniczo w ciele pedagogicznym — taka byłaby pierwsza, przybliżona diagnoza. To nie żarty. Do profesorów innych szkół, a spotykało się ich choćby w teatrze, mieliśmy stosunek ortodoksy do innowierców, do ich ołtarzy i praktyk: żadnych wątpliwości, po prostu zażenowane z lekka zdziwienie — przecież w tym zupełnie Nic nie ma; jak można tak się zaślepić!? Każdego obcego belfra mogłem jednym spojrzeniem rozłożyć na czynniki pierwsze, od kaloszy poprzez urzędnicze zaaferowanie po cwikier; był nudną sumą owych elementów, niczym więcej. Tego natomiast, że Motorowy miał spory brzuch, nie przyjmowałem do wiadomości. Był bowiem absolutny, on i notesik jego, i maleńki, w mocy skąpany ołóweczek, i ruch powolny palców, kartkujących zawsze tajemne stroniczki; w jednej chwili były puste jak świat przed stworzeniem, w następnej uderzał cichy grom. Wróżbici z pierwszej ławki usiłowali wyczytać z mikroskopijnego drobienia ołóweczka los, już nieodwracalny.
Nieraz nosiłem do sali konferencyjnej zeszyty po klasówce. Musiał tam być jakiś stół, może nawet krzesła, ale nic o tym nie wiem. Co się zaś tyczy gabinetu samego dyrektora, ani mowy o jakimś opisaniu i niewiedzy tej nie da się wyjaśnić samymi okolicznościami, jakie mnie tam wzywały — że, na przykład, rozbiłem kolegą Ł. umywalkę klasową. Upieram się przy tym, że nie strach mnie oślepiał, lecz Absolut. Był tam na pewno. Czułem to. Szukałem go nawet po latach, kiedy, jako literat mający spotkać się z młodzieżą, w jednym i drugim gimnazjum czekałem przy jakiejś kawie w dyrektorskim gabinecie. Nie znalazłem nic, znikł jak kamfora, ulotnił się pozostawiając ostygłe biurka, fotele, godła i portrety właściwe na ścianach — ale tylko dla mnie. Obecność jego odnajdywałem nagle odbitą w twarzach uczniów, kiedy przekraczali tam próg. Od razu wpadali w ów lekki, tak dobrze znany mi trans, rozpoznawałem na pierwszy rzut oka owo nieznaczne zdrętwienie, skostnienie, suche zimno, blask groźnej euforii w oczach, zapaść wszystkich naraz zmysłów — pewno, nie mówili całkiem od rzeczy i nawet szastali gorliwie nogą, ale ja też to robiłem. <…> Mistyka? Tak, ale szczególnego rodzaju, absolut wszechobecny, a zarazem totalnie zmaterializowany; plemiona gimnazjalne nie hołdują zabobonom, nie wierzą w telepatię ani w psychokinezę, opanowałoby się oboje, gdyby świat na to zezwalał. Żadne medium nie jest tak wyczulone na cudzą myśl czy wiew zza grobu, jak my byliśmy na krople wiedzy, oko w oko, u tablicy, z Absolutem i rozżarzoną w głowie Saharą ignorancji. Co do psychokinezy, to było nas czterdziestu zespolonych duchem i prędzej, niż da się przeczytać to zdanie, katedrę, profesora i notes pochłonęłaby otchłań niższych pięter, gdyby wytężona do ostatka myśl mogła ruszyć z posad materią.

  •  

Я знаю одно: нас понуждали получать знания, мы же отшатывались от них как от заразы, а обстоятельства приводили к тому, что одновременно мы впадали в экстремальные состояния, из наших настроенных в унисон мозгов извлекали самые высокие и самые низкие обертоны, какими только может завибрировать человек.

 

Wiem tyle — zmuszano nas do wiedzy, broniliśmy się przed nią jak przed zarazą, okoliczności zaś sprawiały, że zarazem podlegaliśmy wtajemniczeniu w przeżycia graniczne, z unisono nastrojonych umysłów wydobywano najwyższe i najniższe tony, jakimi może jeszcze zawibrować człowiek.

  •  

Религии, которые мы исповедуем в ходе жизни, со временем сходят на нет, их храмы приходят в запустение, но сброшенные с пьедесталов предметы вчерашнего культа нельзя презирать или относиться к ним со снисходительной иронией. — тут метафорически об убеждениях и т.п.

 

Każdy z nas wyrasta w ciągu życia z kolejnych wiar, porzuca ich świątynie, lecz strącanym z piedestałów przedmiotom wczorajszego kultu wzgarda nie należy się tak samo jak pobłażliwość.

  •  

Не знаю, действуют ли это скрытые в душе угрызения совести за мою позорно уничтоженную <в детстве> шарманку, но визгливую, нескладную, полуфальшивящую музыку всяческих музыкальных ящиков и других не менее анахроничных инструментов я глубоко уважаю. Есть в ней сладостно-наивная серьёзность, вера девятнадцатого века в совершенство колесиков и зубчатых валиков, механическая учтивость материи, подающей собственный голос, а не просто подражающей человеческому.

 

Nie wiem, czy to działa skryty w duszy wyrzut sumienia za moją zniszczoną haniebnie pozytywkę, ale kuśtykającą brzdąkliwie, nieporadną, o włos od kiksu polatującą muzykę wszelkich katarynek i innych anachronicznych mechanizmów mam w wielkim poszanowaniu. Jest w niej słodko–naiwna powaga, dziewiętnastowieczna ufność w perfekcję kółek i walców zębatych, uczciwość mechaniczna materii wydającej głos własny, a nie naśladowanie ludzkiego.

  •  

… в «Мумии», когда она воскресала, Борис Карлофф, игравший заглавную роль, клал руку на плечо юному египтологу; ужасна была эта появляющаяся из могилы пятерня, в которую специалисты превратили руку актёра, Карлофф вообще был непревзойдённым в ролях истлевших покойников («Франкенштейн», «Сын Франкенштейна»).

 

… w Mumii, gdy z martwych wstawała, Borys Karloff, grający postać tytułową, kładł rękę na ramieniu młodego egiptologa; straszny był ów rupieć pięciopalczasty prosto z grobu, w jaki zmienili mu fachowcy dłoń; Karloff był w ogóle nieprześcigniony w rolach zeprzałych nieboszczyków (Frankenstein, Syn Frankensteina).

  •  

На самом деле, что поэтичного было в <…> старых автомобилях, которые, карабкаясь на Кадетскую или Стрыйскую горы, надрывно выли, так что их отчаянное усилие не только ощущалось, но и взывало к помощи — напряжением всех душевных сил? Ненадёжность этих рыдванов пробуждала постоянный интерес к ним, симпатию и даже, осмелюсь утверждать, активное милосердие, которого ке ждут от нас современные автомобили, по воле конструкторов гордо скрывающие от пользователей масштабы своих усилий. Эти — сегодня уже древние — экипажи, именно благодаря своему несовершенству, были истинными индивидуальностями.

 

Bo jakaż w końcu poezja tkwiła w <…> w starych autach, które, wyjeżdżając na górę Kadecką czy na Stryjską, nadrywały się wyciem, tak że nie tylko czuło się ich rozpaczliwy wysiłek, ale koniecznie trzeba mu było asystować pomocnym napięciem wszystkich władz ducha? Zawodność owych gratów wymagała stałego zainteresowania, sympatii, a nawet, ośmielę się powiedzieć, czynnego miłosierdzia, którego ani nie żądają od nas, ani nie potrzebują dzisiejsze auta, z woli konstruktorów dumnie skrywające przed użytkownikiem rozmiary swego wysiłku. Te — dziś starodawne — wehikuły właśnie przez swoją niepewną zawodność były prawdziwymi indywidualnościami.

  •  

… в те времена приходилось иметь дело с несовершенными вещами и именно несовершенство делало их объектом заботы, а разве не заботы порождают привязанность, подобную любви?

 

… z ułomnymi rzeczami miało się wówczas do czynienia i właśnie ich ułomność czyniła je przedmiotami trosk, a czy nie troski bywają źródłem podobnego do miłości przywiązania?

  •  

Видимо, время, этот элемент нашего бытия, особо растяжимо в молодости и при надлежаще приложенном усилии может создавать в себе самом совершенно неожиданные, как бы добавочные просторы, распухая словно карманы моей школьной формы, в которых я, придерживаясь традиций, носил больше, чем допускало прозаическое измерение их вместимости.

 

Widocznie jest ta substancja naszego trwania szczególnie rozciągliwa w młodości i przy właściwie ulokowanym wysiłku stwarza w sobie niespodziewane całkiem, dodatkowe jakby obszary, wypychana, jak kieszenie mego mundurka, w których zgodnie z tradycją nosiłem więcej niżby dopuszczało prozaiczne zmierzenie ich pojemności.

  •  

Утверждают, <…> что искусству приносит смерть безграничная свобода выбора, сознание условности правил искусства, ибо тот, кто знает, что можно написать книгу любым способом и на любую тему, не напишет ни одной значительной книги. Тот, кто понял, что на полотне можно изобразить всё, что душе угодно и как угодно, найдёт в разверзшейся перед ним свободе могилу творческих возможностей.
<…> как бы естественную необходимость, чувство, что мы общаемся с единственно возможным решением проблемы, пробуждает в нас каждое крупное произведение искусства. Господь Микеланджело с мощной курчавой бородой, в складчатых одеждах, с босыми ногами, испещрёнными жилами, родился не из свободного воображения мастера. Художник должен был подчиниться абсолютной букве предписаний, берущих истоки в Книгах Откровения. На месте Микеланджело современный художник, душа которого размякла от скептицизма, этого испарения знаний, на каждом шагу сталкивался бы с парадоксами, дилеммами, нонсенсами там, где мастер Возрождения не испытывал никаких сомнений. На ногах Бога короткие ногти. Если Бог подобен телом человеку, ногти должны расти. Коль он существует вечно, они должны были бы разрастись и превратиться в роговые змеи, устремляющиеся с нагих пальцев ко всем галактикам одновременно, заполнить небо потоками извивающейся, перепутавшейся роговины. Это возможно? Так надо рисовать? А если сказать себе, что это не так, то возникает проблема божественного педикюра. Ногти могут быть короткими или потому, что их подрезают, или благодаря вмешательству чуда — ведь тот, кто может останавливать солнца, может приостановить и рост ногтей. Оба выхода недопустимы: первый отдаёт маникюрным кабинетом, второй — неприятным привкусом атеизма, и тот — и другой — богохульством. Ногти должны быть короткими без всяких вопросов и разбирательств.
Здесь мы сталкиваемся со спасительным ограничением, позволившим возникнуть большому искусству. Это ограничение актом веры пресекает потенциально беспредельный поток вопросов. Естественно, строгая дисциплина, навязанная литургией, должна стать внутренней потребностью, превратиться в добровольно надеваемую огненную власяницу души, стать границей, принимаемой с горячим сердцем, а не охраняемой полицией. Существуют ограничения мистические и полицейские; и если эти вторые не приводят к возникновению великих произведений, то лишь потому, что полицейский контролирует других; он не является вдохновенным служителем собственного искусства, обожествляющим служебные инструкции. Поэтому запрет должен идти свыше, грань должна быть дана в откровении и принята пылким и не вопрошающим ни о каких полномочиях или обоснованиях сердцем, должна быть бесспорной, как бесспорны листья, звёзды, песок под ногами. Поэтому вера должна воплотиться в совершенно негибкую, абсолютную реальность. И лишь так дух — связанный, покорный, но пытающийся, с неизменным послушанием, выразить мир и себя, располагая столь малым пространством для изобретательности, в узкой полосе свободы создаёт великие произведения. Это относится ко всем формам искусства, которыми руководит смертельная серьёзность, формам, исключающим отстранение, иронию, насмешку — разве можно смеяться над гравием, птичьим крылом, заходом луны и солнца? Танец, например, являет собою лишь кажущуюся свободу — танцор только играет в неё, подчиняясь на деле диктату партитуры, которая задаёт каждое его заранее обдуманное движение, а индивидуальное самовыражение появляется только в щёлочках, оставленных для интерпретации.
Конечно, такие возвышенные ограничения можно найти и вне религии, но тогда им приходится придавать сакральный характер и верить, что они неизбежны, а не надуманны. Сознание того, что можно делать по-иному, отказ от жёсткой необходимости в пользу океана освоенных техник, стилей, приёмов, методов сковывает мысль и руки свободой выбора. — развитие мысли Гёте из последних трёхстиший стихотворения «Природа и искусство» (1800)

 

Odpowiadają nam, <…> że sztukę zabija swoboda nieograniczonego wyboru, wiedza o umowności konwencji — ten, kto wie, że można napisać książkę dowolnym sposobem na każdy temat, nie napisze żadnej wielkiej. Kto pojął, że wolno malować, co i jak się tego zechce, znajdzie w tak odkrytej wolności grób potencji twórczych.
<…> jakby naturalnej, poczucie, że obcujemy z rozwiązaniem problemu, jedynie możliwym, budzi w nas każde wielkie dzieło sztuki. Pan Bóg Michała Anioła, z potężną brodą kędzierzawą, w fałdzistej szacie, o bosych stopach porysowanych żyłami, nie wyniknął ze swobodnej spekulacji artysty. Musiał się malarz podporządkować bezwzględnej literaturze nakazów, biorących początek w Księgach Objawienia. Na miejscu Michała Anioła współczesny artysta, z duszą rozmiękłą od sceptycyzmu, tego wyziewu wiedzy, co krok zderzałby się z paradoksami, dylematami, nonsensami, tam gdzie mistrz Odrodzenia żadnych nie miał wątpliwości. Paznokcie stóp Boga są krótkie. Jeśli Bóg jest ciałem podobny do człowieka, paznokcie winny rosnąć. Skoro trwa od wieczności, rozrosłyby się w węże rogowe, tryskające z bosych palców ku wszystkim naraz galaktykom, wypełniłyby niebo strumieniami wijącej się, poskręcanej rogowiny. Możliweż to, trzebaż tak malować? A jeśli rzec sobie, że nie tędy droga, pojawia się problem boskiego pedicuru. Paznokcie krótkie albo dlatego, że obcinane, albo dzięki interwencji cudu — ten, kto może słońca wstrzymywać, może wszak zatrzymać i wzrost paznokci. Oba wyjścia niedopuszczalne, pierwsze trąci fryzjernią, drugie niesmacznym konceptem ateusza, oba — bluźnierstwem. Paznokcie mają być krótkie bez żadnych dociekań i analiz.
Spotykamy tu zbawienne ograniczenie, umożliwiające powstawanie wielkiej sztuki, która odpowiedź na potencjalnie bezkresny ciąg pytań ucina aktem wiary. Rzecz jasna, srogi rygor, narzucony przez liturgię, musi zostać uwewnętrzniony, stać się z dobrawoli wdzianą, płomienną włosienicą duszy, granicą, wyznawaną gorącym sercem, a niestrzeżoną przez policję. Istnieją wszak ograniczenia mistyczne i policyjne, lecz jeśli te drugie nie poczynają dzieł znakomitych, to tylko dlatego, że policjant innych kontroluje, nie jest natchnionym funkcjonariuszem własnej sztuki, rozmodlonym w służbowych regulaminach. Zakaz musi zatem pochodzić z wysoka, granica — być objawioną, a przyjętą żarliwym i o żadne racje ani pełnomocnictwa nie pytającym sercem, nie do zakwestionowania, jak nie kwestionuje się liści, gwiazd ani piasku pod stopami. Wiara musi się zmaterializować w realność całkowicie nieelastyczną, bezwzględną, a duch, w takim dopiero skrępowaniu, pokorny, lecz usiłujący w ciągłym posłuchu wyrazić świat i siebie, mając do dyspozycji jakże niewiele luzu inwencyjnego, w najwęższym paśmie swobody kreuje rzecz wielką. Dotyczy to wszelkich form sztuki, którym patronuje śmiertelna powaga, udaremniających dystans, ironię, drwinę — czy można drwić ze żwiru, z ptasich skrzydeł, z zachodów księżyca i słońca? Tak na przykład taniec jest swobodą tylko pozorowaną — tancerz udaje ją, w istocie najidealniej podporządkowany tyranii partytury, która reguluje każde jego z góry zakomponowane poruszenie, wyraz zaś indywidualny powstaje w największych szczelinach interpretacyjnego marginesu.
Zapewne, można znaleźć tak wzniosłe ograniczenie i poza religią, ale trzeba wtedy nadać im rangę aż sakralną, uwierzyć w to, że są konieczne, a nie wymyślone. Wiedza o tym, że można całkiem inaczej, odrzucenie konieczności nieodpartej na rzecz oceanu uświadomionych technik, stylów, chwytów, sposobów — skuwa myśl i ręce wolnością wyboru.

  •  

Как же близко в ранней, бюрократической фазе моего творчества я подошёл к тем сакральным родникам, из которых бьёт искусство! За исходный пункт — более того, за непоколебимую основу — я принял Удостоверение, так же как Микеланджело принимал Рай, Престолы и Серафимов. Чудовищно ошибся бы тот, кто решил, что я тогда свободно фантазировал. Я был добровольным рабом канцелярской литургии, чиновником Сотворения; толстощекий школяр превратился в переписчика декалога, принявшего обличье правил делопроизводства, в бюрократа, регламентирующего в административном вдохновении Служебную Милость. Сегодня, в печальной фазе сознательного творчества, я, вероятно, сразу бы довёл и суть и тему до абсурда, придумывая разрешения на движение галактик, а геологическим эпохам выдавая аттестаты зрелости. <…>
Первые мои шаги были коротенькими, робкими, но делались в нужном направлении. Я никогда не превышал своих правомочий, хотя не знал — а может быть, именно потому, что не знал, — кто есть кто и Чьей рукою являюсь я сам. Поэтому вначале я не проставлял имена в готовые бумаги — удостоверения личностей королей и канцлеров. Это не входило в мои обязанности, я оставлял пустые места для фотографий, имён и подписей будущих владельцев. <…> О, мной руководила не какая-нибудь там алчность, когда я рассыпал дожди (пересчитанные, однако, до капли) жемчугов, целые лавины изумрудов, нет — просто финансовые проблемы были одним из неизбежных элементов создаваемого мною Бытия. Изготовлял я и особые пропуска, тоже складывающиеся в вертикальную иерархию и дающие право прохода через Внешние ворота, Средние, а затем через Первые двери, Вторые, Третьи, — опять же со специальными купончиками, отрываемыми стражей. Следующие, уходящие все глубже внутрь проходы и тщательно охраняемые пассажи, вначале открыто называемые на обыденном канцелярском языке, а потом обозначаемые шифрованными намёками, постепенно, но неотвратимо поднимали из небытия контур Дома Домов, Замок невообразимо Высокий, с его запретной, непроизносимой, даже в приступе наивысшей смелости не названной Тайной Центра, которой можно было бы, пройдя все двери, пороги и посты, предъявить своё удостоверение!
Легко об этом говорить сегодня, но как далеко от этого Центра я находился тогда, создавая с муравьиным трудолюбием и кропотливостью минускулы и маюскулы, — добросовестный, смиренный писарь, почти что средневековый каллиграф, инкунабулы которого неведомо как и когда пересекают грань, отделяющую книжку от Книги, поделку писаря от произведения писателя, копииста от художника!
Обретая свободу формы, употребляя даже красную тушь для расширения шкалы служебных ступеней, я предусмотрительно — видимо, инстинктивно — был осторожен с их содержанием. Я не разбрасывал направо и налево королевства, более того, я не допускал и мысли, чтобы возвысить кого-то чрезмерно. Что могло быть проще — выписать какую-нибудь универсальную охранную грамоту, которая открывала бы все, то есть абсолютно все двери дворцовых стен и подземных сокровищниц? Так вот — пусть это будет мне похвалой, — я так и не создал подобного документа. Правда, бывали моменты, когда в эгоистической заботе о собственных ощущениях я об этом подумывал. Мне вспоминается книжечка-удостоверение, специально изготовленная для инспектирующего посланника с чрезвычайными полномочиями. Каждый очередной лист, раскрашенный пастелью иного цвета, расширял круг его правомочий. <…> Разве не щекотала нервы мысль об этом восхитительном аукционе Пропусков, об этом всё возрастающем, по-гурмански отмеряемом могуществе абсолютно законных полномочий? Никакой батальный пейзаж из Сенкевича, никакой гром орудий не мог сравниться с тихим шелестом Купонов Могущества, падающих на серый стол среди серых стен Замка! Какая же магия скрывалась в Главной печати, которой никто — даже я сам! — не в состоянии был понять и разгадать, поскольку в центре её стоял Знак, Тайный Сам в Себе, то есть Шифр Без Ключа, прямо свидетельствующий, что предъявитель сего является Посланцем Неназываемого!
Уж не был ли он Инспектором, ниспосланным Творцом, экзекутором самого Господа Бога? Этого я не знаю. Он прибывал ниоткуда и — выполнив свою задачу — опять должен был уйти в никуда.
Действительно ли я представлял себе всё это так подробно и изощрённо? И да, и нет, ибо в принципе, выписывая Удостоверения, я сам оказывался в их власти, между мною и ими возникала своеобразная разность потенциалов, которая уже сама по себе определяла дальнейшее направление событий, мне оставалось только домыслить его. Говоря буквально, я не придумывал никаких историй, не конструировал фабулы иначе как в виде туманных предположений и намёков, они всплывали сами, заполняя пустоты между отдельными документами.

 

W owej wczesnej, biurokratycznej fazie mej twórczości jakże blisko doszedłem do tych źródeł sakralnych, z których bije sztuka! Za punkt wyjścia, więcej, za podstawę niewzruszoną przyjąłem legitymację, tak jak Michał Anioł przyjmował Trony, Raje i Serafiny. Myliłby się okrutnie ten, kto by sądził, że ja sobie wtedy swobodnie fantazjowałem. Byłem ochoczym niewolnikiem kancelaryjnej liturgii, niższym urzędnikiem Genesis, z pyzatego uczniaka stałem się przepisywaczem dekalogu, uwspółcześnionego w kodeks postępowania, biurokratą, reglamentującym w administracyjnym natchnieniu Łaskę Służbową. Dzisiaj, w ponurej fazie twórczości świadomej, zapewne doprowadziłbym zaraz rzecz i temat do absurdu, wymyślając pozwolenia na dopuszczenie do ruchu galaktyk, a epokom geologicznym wystawiając świadectwo dojrzałości. <…>
Pierwsze kroki moje były drobne, niepewne, ale we właściwym wiodły kierunku. Nigdy nie przekraczałem swych uprawnień, chociaż, a może właśnie dlatego, że nie wiedziałem, kim — to jest Czyją ręką — jestem. A więc, najpierw, nie wypełniałem imiennie gotowych już legitymacji — dowodów osobistych królów i kanclerzy. To nie należało do mnie, pozostawiałem puste miejsca na fotografie, nazwiska i podpisy przyszłych właścicieli. <…>
O, nie żadna łapczywość powodowała mną, kiedy sypałem deszcze (ale przeliczone co do kropli) pereł, ulewy szmaragdów szczodrobliwe, albowiem problemy płatnicze stanowiły po prostu jeden z elementów nieuniknionych kreowanego przeze mnie Bytu. Wszak i przepustki specjalne tłoczyłem, też piętrzące się w stromą hierarchię — do Wrót Zewnętrznych, Średnich, a dalej do Drzwi Pierwszych, Drugich, Trzecich, znowu ze specjalnymi kuponikami do odrywania przez straże. Kolejne zaś, coraz bardziej wewnętrzne owe przejścia, pasaże pilnie strzeżone, nazywane zrazu niższym językiem urzędowym, jawnie, a potem znane już tylko pod napomknieniem szyfrowanym, powoli a nieuchronnie implikowały wyłaniający się z nicości kształt. Budowlę Budowli, Zamek nie do ogarnięcia Wysoki, z nigdy nie nazwaną, nawet w przystępie śmiałości największej, Tajemnicą Środka — której można by się, przekroczywszy wszystkie drogi, progi i warty, wylegitymować!
Łatwo to tak teraz powiedzieć, ale na jakże odległym od owego Centrum obwodzie poruszałem się, wyprowadzanymi z mrówczą cierpliwością minuskułami i majuskułami, sumienny i pokorny skryba, kaligraf jakby średniowieczny, którego inkunabuł nie wiadomo jak ani kiedy przekracza granicę dzielącą książkę od Księgi, wytwór pisarczyka od pisarskiego utworu, kopistę od artysty!
Nabierając biegłości w formie, używając więc tuszu nawet czerwonego, a to dla poszerzenia skali służbowej, pozostawałem roztropnie, z instynktu widać, ostrożny w treści. Nie tylko nie szafowałem lekkomyślnie nadaniami królestw, ale i w jednym nie zezwalałem na to, by ktokolwiek bądź mógł nadmiernie urosnąć we władzę. Cóż mogło być prostszego od jakiegoś glejtu uniwersalnego, który otwierałby bez różnicy wszystkie, ale to wszystkie drzwi murów zamkowych i skarbowych lochów? Otóż, i niech mi to będzie poczytane na chwałę, takiego dokumentu nie wystawiłem nigdy. Zapewne — poniekąd i w egoistycznej trosce o własne doznania, jakkolwiek je taiłem. Przypominam sobie książeczkę blankietowo–legitymacyjną, specjalnie wytłoczoną dla wysłannika inspekcyjnego z nadzwyczajnymi pełnomocnictwami. Każdy z kolejno inną kredką pokolorowanych blankietów do wyrwania rozszerzał krąg jego uprawnień. <…> Czyż nie była rozkosznie łaskoczącą myśl o owej licytacji wspaniałej Przepustek, o tym wzwyż urastaniu potęgi smakowicie dawkowanej uprawnień, doskonale Legalnych? Żaden pejzaż batalistyczny rodem z Sienkiewicza, żaden grzmot armatni bitwy nie mógł się równać z cichym szmerem padających na stół szary, wśród szarych murów Zamku — Kuponów Mocy! Jakaż to magia kryła się w pieczęci głównej, której nikt — nawet ja sam! — nie był w stanie pojąć ni odgadnąć, albowiem środek jej wypełniał Znak w Sobie Tajny, to jest Szyfr Bez Klucza, o tym wręcz świadczący, iż okaziciel jest Wysłannikiem Nienazwalnego!
Czyżby miał być Inspekcyjnym Stwórcy, egzekutorem samego Pana Boga? Nic o tym nie wiem. Przybywał znikąd i — wypełniwszy swoje zadanie — w nicość na powrót miał się obrócić.
Czy rzeczywiście tak kunsztownie i dokładnie wszystko to sobie wyobrażałem? I tak, i nie — albowiem zasadniczo wystawiając tylko legitymacje, poddawałem się zarazem ich przewodnictwu, pomiędzy mną a nimi powstawały związki i napięcia szczególne, które same z siebie już wysnuwały dalszy kierunek działań, ja musiałem tylko odgadnąć go domysłem. Biorąc rzecz literalnie, nie wymyślałem żadnych historii, nie konstruowałem fabuł inaczej aniżeli pod postacią mglistych otoków, powstawały same, zaludniając pustą przestrzeń między poszczególnymi dokumentami.

  •  

Описки — обычное канцелярское дело, мелкие ошибки — всего лишь банальность, клякса на фотографии Бытия, местное повреждение его верного, а стало быть, идеально несамостоятельного изображения. Лишь массивное здание ошибок, по-настоящему сложное, может стать прибежищем духа, местопребыванием самостоятельных значений, строением, все менее зависящим от оригиналов, версией явлений, высвобожденной из-под натуралистического диктата, — одним словом, новой, противостоящей заданной Редакцией Бытия. Кульминацией ошибки является, естественно, философская система, то есть комплекс ценностей, ради которых стоит жить и умирать. Вот она — дорога ввысь, на которой недоразумение становится откровением, ходульная ложь — эпосом, насилие над логикой — поэзией, а упорствование в ошибке — величайшей верностью, на которую способен человек.

 

Pomyłki jednorazowe byłyby kancelaryjnymi po prostu, błąd drobny jest trywialny, to kleks na fotografii Bytu, lokalna skaza jego wizerunku wiernego, więc doskonale wtórnego. Dopiero gmach błędów, należycie skomplikowany, stać się może mieszkaniem dla ducha, siedzibą znaczeń autonomicznych, budowlą od pierwowzorów coraz mniej zawisłą, wersją zjawisk, wyzwoloną spod naturalistycznego dyktatu — jednym słowem nową, opozycyjną wobec danej, Redakcją Istnienia. Kulminacją błędu jest, rzecz już jasna, system filozoficzny, czyli propozycja wartości, za które warto żyć i umierać. Oto droga wzwyż, wzdłuż której nieporozumienie staje się objawieniem, kłamstwo koturnowe — eposem, gwałt logice zadany — poezją, a uporczywość trwania w błędzie — najwyższą wiernością, do jakiej zdolny jest człowiek.

  •  

Уж слишком стыдливо мы умалчиваем об абсолютно необходимости особого качества: человек должен быть привержен к искусству. И нас воспитывали, и мы воспитываем в наших подопечных убеждение, будто творения искусства лишь немногим отличаются от лежащих в полутьме граблей. Каждый, кто наступит на них, получает такой удар по лбу, что у него из глаз летят искр снопами; именно так должно обстоять дело и с великими произведениями: человека, приобщившегося к ним, оглушает — охватывает — неожиданный восторг! Эта благородная ложь столь распространена, что когда <…> я вынужден был бежать от гестапо из «погоревшей» квартиры, оставив среди личных вещей тетрадь с собственной каллиграфией — стихами, то к сожалению о невосполнимой потере, понесённой национальною культурой, примешалась твёрдая уверенность в эстетическом шоке, который должны были испытать те из моих преследователей, которые владели польским языком. Прошло ещё некоторое время, я стал поумнее и краснел при одном воспоминании об этом, — но потому лишь, что понял, сколь чудовищно графоманскими были мои сонеты и октавы, — то есть, я стыдился их отвратительного качества, всё ещё не понимая, что качество поэзии не имело в той обстановке абсолютно никакого значения. Совершенно иначе выглядел бы наш мир, если б в нём можно было воздействовать на гестаповские души пусть даже самой высокой поэзией. Покорить кого-либо искусством невозможно — оно пленяет нас, если мы соглашаемся быть пленёнными. Тогда мы стимулируем друг друга, припадаем к чьим-то коленям и соревнования в восторгах, то есть мошенничестве и коллективном самообмане…

 

Już nazbyt wstydliwie niezbędność absolutną przychylności ludzkiej przemilczamy, mówiąc o sztuce, bo zarówno wychowujemy, jak i wychowywani jesteśmy w przeświadczeniu, jakoby dzieła nieznacznie tylko różniły się od grabi, w półmroku leżących. Ten, kto na nie nastąpi, dostanie w łeb, aż go jasność nagła omroczy, i nie inaczej ma być z dziełem znakomitym: tego, kto się doń weźmie, nagły, choć niespodziewany trafi zachwyt. Szlachetne to kłamstwo tak jest rozpowszechnione, że gdy <…> musiałem uciekać przed gestapo, ze „spalonego” mieszkania, zostawiając wśród rzeczy osobistych zeszyt z wierszami wykaligrafowanymi, do żalu za stratą, jaką poniosła kultura narodowa, domieszało się twarde przekonanie o owym udarze estetycznym, jakiego musieli doznać ci z tropicieli moich, którzy znali język polski. Jakiś czas potem, zmądrzały, rumieniłem się już na to wspomnienie, ale dlatego tylko, że doszedłem okropnej grafomańskości moich sonetów i oktaw — jakości więc ich haniebnej wstydziłem się do rumieńca, nadal jeszcze nie rozumiejąc, że jakość poezji nie miała w tej sytuacji żadnego znaczenia. Inaczej wyglądałby nasz świat, gdyby można wpływać w nim na dusze gestapowskie niechby i genialną poezją. Zgwałcić sztuką nikogo się nie da — zachwycamy się nią, jeśli godzimy się być zachwyceni. Na to, co stanowi wtedy element wzajemnego dopingu, podania na cudze kolana i licytowania się w żyrowanych zachwytach, a więc szalbierstwa i załgania zbiorowego…

  •  

В принципе для того, чтобы возвысить, облагородить любое произведение или, наоборот, счесть его банальным, плоским, достаточно во время знакомства с ним установить на сцене своей души такой фон, такую декорацию, которую мы сочтём наиболее подходящей. Это не инертный фон, а система отсчёта, в которой неестественно переломленный прутик может оказаться древнеяпонской стилизацией ветви, а достаточно выщербленный камень — скульптурой, олицетворяющей дух нашего разрывающегося на части времени. Стало быть, по одному и тому же поводу можно кричать: «ошибка!», «несообразность!» или наоборот: «гениальный диссонанс!», «бездна, показанная путём удачного разлома логических связей!» Не каждый позволяет себе произвольно придать произведению совершенно новый фон, этим занимаются специалисты, которые частенько тоже не знают, что к чему; отсюда споры, распри и совещания, а также всё возрастающие заботы. Ибо авторы, стремясь превратить плоды своих усилий в семантические калейдоскопы, начинают изъясняться всё менее внятно, выражая свои замыслы не то что полунамёками, а уж какими-то четвертьнамёками.

 

Bo też w ogóle możemy dzieło uszlachcić bądź skazać na płaskość samym jeno ustawieniem, na scenie ducha naszego w czasie lektury, takiego tła, jakie mu przyporządkować raczymy. Nie jest to bierne tło, ale układ odniesienia, w którym patyk nienaturalnie przetrącony może okazać się starojapońską stylizacją gałęzi, a wyszczerbiony kamień — rzeźbą, materializującą ducha naszych pękających czasów. Więc w tym samym miejscu „błąd!” można krzyczeć, „inkonsystencja!”, albo, na odwrót — „genialny dysonans!” — „otchłań, przez rozmyślne pęknięcie skorupy związków logicznych ukazana!” Zapewne, nie każdy pozwala sobie na arbitralne przyporządkowanie dziełu tła całkiem nowego, zajmują się tym specjaliści, którzy często też sami z siebie co i jak nie wiedzą, więc stąd spory, zwady i narady, a także kłopoty rosnące, bo artyści coraz niewyraźnie nie to, że pół–, ale już ćwierćgębkiem swoje cedzą, aby płody wysiłków ich kalejdoskopami semantycznymi się stawały.

  •  

… мы подозреваем, что в глубине запыленных библиотек хранится уйма неоткрытых Канетти и Музилей множество произведений, которые никогда не покажут всего своего великолепия, если мы не поможем им… — см. подробнее Куно Млатье «Одиссей из Итаки», 1971

 

… podejrzewamy bowiem istnienie — w głębi zakurzonych bibliotek — wielu nie odkrytych Canettich i Musilów, wielu dzieł, które nigdy się do świetności nie zbudzą, jeśli im w przedstawiony…

  •  

Как правило, я вкладывал свои сбережения в изобретения, которые, совсем как у настоящих изобретателей, ухитрялись любую сумму поглотить без остатка — и без результата. В ипостаси творческого чиновника я сохранял спокойствие, поскольку канцелярствовать с вдохновением невозможно, техника же горела во мне жарким, святым пламенем.

 

Z reguły inwestowałem ów majątek w wynalazkach, które, całkiem jak u prawdziwych wynalazców, umiały każdą sumę pochłonąć bez śladu — i bez rezultatu. Jako twórczy urzędnik byłem spokojny, ponieważ namiętne urzędowanie nie jest możliwe, technika natomiast paliła się we mnie gorącym, świętym płomieniem.

  •  

… молотков и плоскогубцев (на них едва успела обсохнуть кровь совсем недавно изничтоженных игрушек)…

 

… młotków i szczypiec (ledwo obeschła na nich krew masakrowanych niedawno wcale zabawek)…

  •  

Занимался я и теорией. То есть была у меня кипа тетрадей, в которых я записывал изобретения, прилагая к ним «технические эскизы». Некоторые помню. Был там приборчик для разрезания зерен варёной кукурузы, чтобы при еде кожица оставалась на кочерыжке; самолёт в форме огромного параболоида, который должен был летать над облаками, где собираемые вогнутым зеркалом солнечные лучи кипятили воду в резервуарах, и пар приводил в движение турбины пропеллеров; велосипед без педалей, на котором надо было ездить «галопируя», как на коне, — седло гоняло в полой трубке рамы, словно поршень в цилиндре, зубчатую рейку, а она вращала ведущее колесо — источником движения, таким образом, был вес сидящего, который должен был подниматься и приседать, как всадник на стременах. В другом велосипеде привод был на переднее колесо — руль раскачивался как маятник и был соединён рычагами с эксцентриком наподобие паровозного. Был там автомобиль, в двигателе которого роль свечей зажигания играли… кремни от зажигалки. Была и электромагнитная пушка — я даже построил небольшую модель, потом оказалось, что уже задолго до меня кто-то придумал нечто подобное. Весло с гребком в форме зонтика, который под воздействием сопротивления воды попеременно раскрывался и закрывался. Самым значительным моим изобретением, несомненно, была планетарная передача, изобретение столь же вторичное, как многие другие, с тем отличием, что мне не было знакомо даже его настоящее название, но конструкция эта по крайней мере была реальной; такие работают и по сей день.

 

Zajmowałem się też teorią. To jest, miałem plik zeszytów, w których zapisywałem wynalazki ze „szkicami technicznymi”. Niektóre pamiętam. Był tam przyrządzik do rozcinania ziaren gotowanej kukurydzy, aby przy jedzeniu łuski pozostawały na kaczanie, samolot w kształcie olbrzymiego paraboloidu, który miał latać nad chmurami, gdzie skupiane tym paraboloidalnym wklęsłym lustrem promienie słońca zamieniały modę zbiorników w parę, napędzającą turbiny śmigieł; rower bez pedałów, na którym jechało się, „galopując” — jak na koniu, siodełko chodziło jak tłok w cylindrze, w rurce pustej, a popychany przez nie zębaty trzpień miał obracać napędzające koło zębate; źródłem ruchu był więc ciężar siedzącego, który miał unosić się i przysiadać jak w strzemionach. W innym rowerze był* napęd na przednie koło, dzięki temu, że kierownica poruszała się wahadłowo na boki, połączona drążkami z mimośrodem, jak w lokomotywie. Było tam auto, w którego silniku rolę zapłonowych świec pełniły… kamyczki od zapalniczek. Było i elektromagnetyczne działo — zbudowałem nawet mały model, potem okazało się, że już dawno przede mną je ktoś wymyślił. Wiosło z łopatką o kształcie parasola, które pod wpływem oporu stawianego przez wodę samo na przemian otwierało się i zamykało. Największym moim wynalazkiem była niewątpliwie przekładnia planetarna, wynalazek tak samo wprawdzie wtórny jak wiele innych, tyle że mnie nie znana była nawet jego właściwa nazwa, ale konstrukcja ta była przynajmniej realna; używana jest i do dzisiaj.

  •  

Эпоха разрушения, уничтожения предметов, попадавших мне в руки, не переросла в следующую — конструирования — неожиданно и резко. Их связывал переходный период — как мне кажется теперь, более интересный феномен, чем два других, — период мнимых работ. Так, например, долгое время — до великих технических начинаний — я строил радиоаппараты, передающие и приёмные станции, которые не могли, да и не должны были, работать. Я их собирал из катушек от ниток, перегоревших ламп и конденсаторов, толстой медной проволоки, приспосабливал к ним как можно больше солидных на вид кнопок и рукояток, монтировал на дощечках, в жестяных коробочках из-под чая, и, если вид этих натуралистических копий настоящих аппаратов не устраивал меня, не нравился, я, инстинктивно желая подчеркнуть их значительность, втыкал в этот хитрый винегрет то какую-нибудь блестящую железку, то пружинку, выкрученную для этой цели из будильника, насыщая своё детище до тех пор, пока неведомое чувство не подсказывало мне, что уже довольно, что вид псевдоаппарата соответствует моим требованиям.
<…> я играл. А меж тем конструкции, удивительно похожие на мои тогдашние, можно сегодня найти на выставках скульптуры. Неужели и в этом я был предтечей? Мысль слишком уж лестная; я утверждаюсь в этом, вспоминая недавнее приключение на Выставке абстрактной скульптуры. Центральную часть экспозиции занимали идолообразные и кренделевато-дырявые антиторсы и антискульптуры, на стенах висели коллажи (почему бы не назвать их попросту наклейками?) различного формата и происхождения. Я прошёл мимо натянутых на станки абсолютно девственных полотен, лишь в двух-трёх точках подпёртых с обратной стороны колышками, геометрически надламывающими простынную белизну; миновал оправленные в рамы грязно-серо-зеленовато-дерюжные конгломераты, в которых внимательный глаз мог только вблизи обнаружить генеалогию материала и отождествить отдельные элементы с остатками каких-то сеток под слоем мастики или клея, с металлическими стружками, пружинными пластинами. В некий момент я остановился перед очередным экспонатом. Он был полон спокойствия, словно его создатель уже обуздал свои прежние порывы усмиряющей сдержанностью; это произведение было забрано в подобие прямоугольной рамы из листового железа; примерно в двух пятых от нижнего края, то есть в пропорции золотого сечения, его пересекала неряшливо прикреплённая планка, что-то вроде засова, а над этой основной линией простиралось пространство старой, чуть ли не заплесневевшей жести с тремя почти симметричными отверстиями посредине; пробитые насквозь, они зияли пустотой, и каждое было окружено чем-то вроде тёмно-сизого ободка. Воистину ослепшие звёзды, дыры, оставшиеся на месте выбитых солнц! Я отметил и совершенную технику, которую применил художник, чтобы так естественно опылить отверстия бледнеющим к краю ореолом, постепенно уходящей в небытие пепельностью; то искусство, с каким он прокалил поверхность металла, ибо она была оплавленна и местами шершаво-бугорчата от воздействия пламени; я начал искать табличку с названием произведения и именем автора, но её не оказалось; я поморгал и сообразил, что произошло недоразумение. Выставка размещалась в большом подвале с красивым сводчатым потолком, экспонаты висели на неоштукатуренных стенах, и, как обычно в подобном месте, тут и там в кирпичные ниши были вмазаны дверцы дымоходов. Я стоял как раз перед такой заслонкой, проржавевшей и с разболтанным засовом. Эстетическое зарево, бьющее в мои алчные глаза из этой вьюшки, тут же сникло и угасло, а сама она, разоблачённая, сразу поскромнее, превратилась в банальную железяку каминного дымохода; я же, оконфуженный, быстро ушёл, чтобы вновь погрузиться в соответствующее состояние уже перед подлинным произведением искусства, то есть подстроить дух к требованиям абстрактного творчества.

 

Epoka dewastacji, niszczenia przedmiotów, jakie wpadały mi w ręce, nie przeszła w następną, konstrukcji, sposobem nagłym a niespodziewanym. Połączył je okres przejściowy, teraz, jak mi się zdaje, ciekawszy, jako fenomen, od nich obu — prac pozorowanych. Tak więc, budowałem przez dłuższy czas — przed wielkimi czynami technicznymi — aparaty radiowe, stacje nadawcze i odbiorcze, które działać ani nie mogły, ani nie miały. Złożone ze starych szpulek od nici, spalonych lamp i kondensatorów, z grubego miedzianego drutu, opatrywane możliwie znaczną ilością poważnie wyglądających gałek i pokręteł, montowane na deseczkach, w blaszanych pudłach po herbacie, jeśli, jako naturalistyczne, pozorujące kopie prawdziwych radioaparatów, nie zadowalały mnie swym wyglądem, jeżeli nie dość mi imponowały, w instynktownej potrzebie zasygnalizowania ich ważności wtykałem między owe plątaniny kunsztowne tu jakąś blaszkę świecącą, tam jakąś specjalnie powykręcaną sprężynę z budzika, nasycając budowane poty, aż zmysł niewiadomy podpowiedział mi, że już dosyć, że wymową pseudoaparatura sprostała mym wymaganiom.
<…> bawiłem się. Niemniej, dziwnie podobne do moich ówczesnych konstrukcje można znaleźć dzisiaj na wystawach plastyki. Byłżebym prekursorem także i na tym polu? Myśl nazbyt już schlebiająca, tym bardziej że przypominam sobie niedawną przygodę na wystawie rzeźby abstrakcyjnej. Centrum ekspozycji zajmowały pałubiaste i preclowatodziurawe antytorsy i antyakty, na ścianach zaś wisiały collage (czy nie można nazwać ich po prostu sklejankami) różnego formatu i pochodzenia. Przechodząc obok napiętych na sztalugi, zupełnie czystych płócien, podpartych tylko w paru miejscach od tyłu kółeczkami, że się prześcieradlana płaszczyzna załamywała geometrycznie, obok oprawnych w ramy zlepków form szarobrunatno–zielonkawo–zgrzebnych, w których dociekliwe oko tylko całkiem z bliska mogło wykryć genealogię tworzywa — utożsamiając jakieś strzępy sieci znieruchomiałej pod mastyką czy klejem, ostrużyny metalowe, blaszki sprężyniaste — stanąłem w pewnej chwili przed kolejnym eksponatem. Był wcale spokojny, jakby twórca jego już wstępne zamierzenia swe osadził tłumiącym powściągiem; dzieło owo posiadało rodzaj ramy prostokątnej, wykonanej z blaszanej listwy; mniej więcej w dwu piątych odległościach od brzegu dolnego, w proporcji złotego cięcia zatem, przekreślała je niedbale przymocowana sztabka, rodzaj zwornika, a nad ową linią główną rozpościerała się jałowa płaszczyzna blachy starej do zgrzybiałości, z trzema, prawie symetrycznymi otworami pośrodku; wywiercone na wylot, ziały w pustkę, otoczone, każdy, rodzajem smagło–siwej aureoli. Istne gwiazdy oślepłe, dziury po słońcach wybitych! Myślałem jeszcze o technice szczególnej, jakiej użył artysta, aby tak naturalnie opylić otwory blednącą otoczką coraz słabszej, w niebyt z wolna cofającej się spopieliny, o kunszcie, z jakim całą płaszczyznę blachy wyżarzył, była bowiem zarazem zglejowana i miejscami szorstko–gruzłowata od działania płomieni; szukałem tedy tabliczki z nazwą tego studium i autorskim imieniem, ale nie było jej; aż, zamrugawszy raptownie oczami, zorientowałem się, że zaszło nieporozumienie. Wystawa mieściła się w dużej — pięknie sklepionej piwnicy, eksponaty wisiały na jej ścianach nie otynkowanych, i jak zwykle w takim miejscu, tu i ówdzie tkwiły we wnękach cegły drzwiczki przewodów kominowych. Stałem właśnie przed takim szybrem, przyrdzewiałym i opatrzonym w rygielek nadwichnięty. Natychmiast też estetyczna łuna, jaka biła dotąd w moje chętne oczy z owego szytora przyćmiła się, gasnąc, on, zdemaskowany, uskromniony nagle, stał się banalnym blaszyskiem kominowego przewodu, a ja w niejakiej konfuzji oddaliłem się dosyć szybko z tego miejsca, aby przed dziełami już autentycznymi na powrót wprawić się w odpowiedni stan, to jest, dostroić ducha do wymagań, stawianych przez abstrakcyjną twórczość.

  •  

Когда-то художник, живописец, скульптор изготовляли предметы общественно необходимые; это были орудия — правда, своеобразные: они помогали умершим переноситься в вечность, заклятиям — свершаться, молитвам — обретать литургическую полноту, бесплодной женщине — зачать, герою — получить сакральное отличие. Эстетическая сторона этих орудий была их составляющей, усиливавшей действие, вспомогательной стороной, но никогда — доминантой, обособленной самоцелью. Поэтому художник имел чётко обозначенное место на ступенях религиозной или государственной метафизики, он был инженером, реализующим тему, а не её автором; тематическое авторство приписывалось Откровению, Абсолюту, Трансцендентности; отсюда, как следствие, барьеры суровых ограничений, о которых так много сказано, отсюда и тавтологичность тогдашнего искусства, которое в общем-то не говорит ничего нового, поскольку всегда повторяет на память отлично известные идеи: Распятие, Благовещение, Успение, акт размножения, выраженный в приапических символах, борьбу Аримана с Ормуздом. Художник, неповторимый гений, контрабандой протаскивал — если можно так выразиться — свою индивидуальность в глубины полотен, скульптур и алтарей, и сила его таланта проявлялась в прямой зависимости от его изобретательности. Вопреки невольному подчинению литургическим рецептам, она могла в узкой полосе дозволенного, то есть не до конца кодифицированного, проявить своё присутствие — в принципе неисчислимыми способами. Он мог чуть нарушить окаменелые догмы, расшатать их, мог заставить их звучать более или менее явно в унисон с реальностью своего времени, мог, наоборот, проявить своё «я» в произведении с помощью системы диссонансов, едва ощутимых противоречий, в интерпретации которых мы можем сегодня решительно ошибаться, ибо то, что в фигурах раннеготических святых мы воспринимаем как преднамеренно наивное, даже юмористическое, отнюдь не обязательно было таким для живших в то время людей. Правда, я охотно бы понаблюдал за минами многих из этих творцов, когда они оказывались один на один с возникающим образом. Эта контрабанда личности в область метафизической догматики представляется мне увлекательнейшим делом, ибо во многих шедеврах я ощущаю активное присутствие творца, обнаруживаю это как своеобразную фальшь, как, может быть, одним подсознанием отмеренные микроскопические дозы богохульства, ядовитая щепотка которого, как это ни парадоксально, ещё больше усиливает официальную сакральность темы. Но здесь не место для такого обсуждения. Эпоха миновала. Дом рабства рухнул под ударами технической цивилизации, и художник оказался ужасающе свободным. Вместо тематики Десяти заповедей — бесконечность мира, вместо откровения — свободный поиск, вместо наказа — выбор. Возникают эволюционные ряды: нагая натура, огрубленная нагая натура, абстракция тела в камне, геометрический намёк на него, фрагмент, обрубок, руина торса или головы; наконец некто, копаясь в высохшем русле реки, выбирает из миллиарда голышей один из-за его особой формы и несёт на выставку. Обработка не обязательна, достаточно отбора. Таким образом, словно бы неумышленно, от случайности в роли Всеведущего Провидения переходят к случайности как статистической теории, слепому клокотанию сил, обрабатывающих камни в речном потоке, от Сознательного создателя — к созиданию наобум, от Необходимости к Случайности.
Не только художник страдает от избытка свободы; аудитория не в лучшем положении. Начинается своеобразная игра между художественными заявками и их одобрением или отвержением. Над мировой шахматной доской этих игр возвышается отгоняемый экзорцизмами знатоков и специалистов мучительно надоевший демон всеобщей неуверенности.

 

Dawny artysta produkował przedmioty, niezbędne społecznie; były to narzędzia usług, co prawda swoistych, bo pomagały zmarłym przenosić się do wieczności, zaklęciom — dokonywać się, modłom — zyskać liturgicznie nakazaną pełnię, kobiecie bezpłodnej — począć, bohaterowi — otrzymać sakralne wyróżnienie. Estetyczność owych narzędzi była ich składową, dopingującą działanie, wspomagającą je, lecz nigdy — dominantą, samodzielnością pozaużytkową. Miał więc artysta wyraźne swoje miejsce w gmachach metafizyki religijnej czy państwowej, był inżynierem — wykonawcą tematu, ale nie jego autorem; autorstwo bowiem tematyczne przypisywano Objawieniu, Absolutowi, Transcendencji; stąd bariery srogich ograniczeń, o których tyleśmy mówili, stąd także — tautologiczność sztuki ówczesnej, która nie mówi wszak nic nowego, ponieważ powtarza treści na pamięć, doskonale znane: Ukrzyżowanie, Zwiastowanie, Wniebowzięcie, akt płodzenia w symbolach priapicznych, walkę Arymana z Ormuzdem. Osobowość swą, geniusz niepowtarzalny, artysta, aby tak rzec, przemycał w głąb płócien czy rzeźb i ołtarzy, tym potężniejszy talentem, w im większym stopniu wynalazczość jego umiała mimo niewolnego podporządkowania się liturgicznej recepcie, w szczupłym polu dozwolonego, to znaczy — nieskodyfikowanego do końca — ujawnić swoją obecność, niezliczonymi — przecież — sposobami. Mógł bowiem i rozruszyć nieznacznie skamielinę dogmatu, rozedrgać ją, nadać mu rezonans, mniej czy bardziej aluzyjny, ze współczesnym światem realnym, mógł, na odwrót, ukryć siebie w dziele systemem dysonansów, zgrzytów, ledwie wyczuwalnych, a przecież obecnych, w których to interpretacjach możemy się zresztą dzisiaj mylić całkowicie, ponieważ to, co dla nas jakby już rozmyślnie naiwne, humorystyczne nawet w jakichś postaciach świętych wczesnogotyckich, wcale nie musiało być takie dla żyjących podówczas ludzi. Co prawda, chętnie obejrzałbym minę niejednego z owych twórców, kiedy sam na sam obcował z powstającym obrazem. Ten szmugiel osobowości w obręb dogmatyki metafizycznej wydaje mi się sprawą fascynującą, przeczuwam bowiem w licznych arcydziełach obecność aktywną twórcy jako przewrotność swoistą, jako podświadomością może tylko dawkowane mikroskopijnie bluźnierstwo, którego szczypta jadowita właśnie potęguje jeszcze, paradoksalnie, oficjalnie świętą wymowę tematu. Ale trzeba o tym zamilczeć, tu przynajmniej. Epoka minęła, dom metafizycznej niewoli runął pod pchnięciami technicznej cywilizacji, i artysta okazał się straszliwie wolny. Zamiast dekalogu tematów, nieskończoność świata, zamiast objawienia — poszukiwanie, zamiast nakazu — wybór. Powstają ciągi ewolucyjne: akt dosłowny, akt z gruba ciosany, kamienne uogólnienie ciała, napomknienie o nim — geometryczne, fragment, odrąbek, ruina torsu czy głowy, nareszcie — ktoś, nad wyschłym łożyskiem rzeki, wyróżnia pewien głaz z miliarda otoczaków dla szczególnej formy i niesie go na wystawę. Obróbka nie jest konieczna, skoro wystarczy selekcja. W ten sposób — niechcący jak gdyby — od losu jako Opatrzności Wszechwiednej, przechodzi się do losu jako teorii statystycznej, ślepego skotłowania sił, obrabiających głazy w rzecznym nurcie, od Stwórcy Świadomego — do stwórczego trafu, od Konieczności do Przypadku.
Nie tylko artysta cierpi od nadmiaru swobód; odbiorcy są w nie lepszej sytuacji. Toczy się tedy swoista gra artystycznych propozycji oraz ich aprobat bądź odrzuceń. Nad światową szachownicą takich rozgrywek unosi się, odganiany egzorcyzmami znawców i fachowców, do udręki uprzykrzony demon powszechnej niepewności.

  •  

Современный художник пытается стать ребёнком в самом сердце цивилизации, в ребёнке — отыскать спасительные ограничения. Ибо только он, ребёнок, не ведает сомнений, ничего не знает о потопе условностей, только его игры ещё остаются до смешного серьёзными. Но найдёт ли ищущий то, что пытается отыскать, скрывшись в ребёнке от бездны чрезмерных свобод? Художник жаждет вернуться к праначалу, туда, где труд был одновременно и игрой и творческим актом, где труд являлся и самовознаграждением, вне себя бессмысленным, самоцельным, <…> ищущий ограничений в ребёнке, в нём не умещается.

 

artysta współczesny próbuje stać się dzieckiem w sercu cywilizacji, w dziecku odnaleźć zbawienne ograniczenia. Już tylko ono bowiem nie zna zwątpień, nic nie wie o potopie konwencji, tylko jego zabawa jest jeszcze śmiertelnie poważna. Czy jednak znajdzie to, czego szuka, w dziecku ukryty przed bezdnią nadmiernych swobód? Artysta pragnie wrócić do prapoczątku, tam, gdzie praca była równocześnie i zabawą, i aktem twórczym, gdzie czyn stanowił własną swoją zapłatę, poza sobą bezcelowy, samosłużebny, <…> szukający granic w dziecku, nie mieści się w nim.

  •  

Скверно, если булку, речной голыш и дверцу от печки можно перепутать с произведениями искусства. Скверно, если увеличенную микрофотографию кристаллического шлифа, либо подкрашенный препарат живой ткани, либо рассматриваемую через электронный микроскоп колонию вирусов, опыленную ионами серебра, можно выставить на равных среди ташистских абстрактных полотен. Это вовсе не значит, что мне не нравятся абстрактные художественные композиции; наоборот, они бывают прелестны, но ещё более оригинальные можно отыскать среди лабораторных препаратов или на почерневших участках коры в лесу, которые выткала своей белесой биологической вязью какая-нибудь плесень.
Несчастье современного искусства отнюдь не в том, что оно надуманно; напротив: мёртвая и живая природа кишит подобными «абстрактными композициями», они знакомы микробиологу, геологу, математику, они содержатся в псевдометаморфозах старых диабазов, в микроструктуре амёб, в путанице жилок на листьях, в облаках, в форме выветрившихся скал-одинцов; мастерами и предшественниками в этой области являются великие ваятели — уничтожители и созидатели одновременно, энтропия; и энтальпия тот же, кто не хочет с ними соревноваться (поняв — а это, кстати, понимают немногие, — что в конце концов проиграет), а ищет спасения в возвращении к сладостной дикости пещер, прячется в ребёнке, в примитиве, — тот только попусту тратит время, ибо неандерталец и ребёнок действовали и раньше его и оригинальнее.

 

Nie jest dobrze, jeśli bułkę, kamień rzeczny i drzwiczki od pieca można mylić z dziełami sztuki. Nie jest dobrze, jeśli powiększony mikrofotogram szlifu krystalicznego albo zabarwiony preparat tkankowy, albo jonami srebra opyloną kolonię wirusów, widzianą przez elektronowy mikroskop, można postawić wśród płócien taszystowskich, abstrakcyjnych, na równych z nimi prawach. To nie znaczy wcale, aby mi się abstrakcyjne kompozycje malarskie nie podobały; przeciwnie, bywają świetne, ale jeszcze lepsze można właśnie odnaleźć wśród laboratoryjnych preparatów albo na sczerniałych płatach kory w lesie, którą białorytowym rytmem biologicznym wyhaftowała jakaś pleśń.
Nieszczęście sztuki współczesnej nie w tym wcale tkwi, że została wymyślona, wprost przeciwnie, martwa i ożywiona przyroda roi się od podobnych „kompozycji abstrakcyjnych”, zna je mikrobiolog, geolog, matematyk, ich pokłady tkwią w pseudomorfozach starych diabazów, w mikrostrukturze ameb, w żyłkowaniach liści, w chmurach, w formacjach skał–świadków wietrzejących, mistrzami i prekursorami na tym polu są dwaj wielcy rzeźbiarze-niszczyciele i konstruktorzy zarazem, Entropia z Enthalpią, ten zaś, kto nie chce z nimi rywalizować (jeśli, jak mało kto zresztą, zrozumie, że w końcu przegra), a szuka ratunku w powrotach ku słodkiej dzikości jaskiniowej, chowa się w dziecku, w prymitywie — daremnie, ponieważ neandertalczyk i dziecko działali i wcześniej, i autentyczniej.

  •  

Мы были, теперь это известно, подобны муравьям, энергично копошащимся в муравейнике, над которым уже занесён сапог. Некоторые, как им казалось, улавливали его тень, но все, а стало быть и они, до последних минут с рвением и запалом продолжали суетиться вокруг тех же самых дел, стремясь обеспечить, смягчить, освоить будущее. Взрослые и дети, все мы были равны в благословенном неведении, без которого невозможно жить.

 

Byliśmy, teraz to wiadomo, jak mrówki, krzątające się żywo i energicznie w kopcu, nad którym podnosiła się już podeszwa buta. Niektórzy dostrzegali jego cień, tak się im zdawało, ale wszyscy, więc i oni, do ostatnich chwil biegali wokół tych samych spraw, z gorliwością i zapałem, aby zabezpieczyć, załagodzić, oswoić przyszłość. Dorośli i dzieci, byliśmy wszyscy zrównani błogosławieństwem niewiedzy, bez której nie można żyć.

  •  

Лучше всего я запомнил, что в армии беспрерывно что-нибудь драят — если не винтовку, то ботинки, если не ботинки, то полы (полов в палатках не было, в чём и обнаруживался чисто символический характер этих действий).

 

Najlepiej zapamiętałem to, że w wojsku nieustannie coś się czyści — jeśli nie broń, to buty, jeśli nie buty, to podłogę (podłogi w namiotach nie było i tutaj czyszczenie wyjawiało swój całkowicie symboliczny już charakter).

  •  

Раздумья, словно подкопы, словно обваливающиеся штольни. Что за скаредность, что за безразличие памяти, которая ведь всё знает и может, а не поддаётся, упрямая, презрительно замкнувшаяся в себе, игнорирующая течение времени, не зависящая от него. Если б она хоть действительно была пустырём, редко засеянным сборищами угасающих образов, но нет, это наверняка не так, есть тому доказательства в снах — а она всегда допускает не туда, куда бы я хотел, не тогда, когда мне это необходимо, никогда — тупо захлопнувшийся механизм, независимый в своём сумасшедше точном исполнении задачи: сохранять, закреплять неизменно и навсегда. Навсегда? Но ведь это неправда: ведь она погибнет вместе со мной, неподкупный страж, скряга, закостеневшая в тирании, в непослушании, в язвительной строптивости, столь постоянная и столь непрочная одновременно, сентиментальная и в то же время равнодушная, словно пласт угля, в котором оттиснулся лист.

 

Zamyślenia jak podkopy, jak sztolnie, które się zapadają; cóż za sknerstwo, co za obojętność pamięci, która wszystko przecież wie i może, ale nie poddaje się uparta, wzgardliwie w sobie zamknięta, ignorująca upływ czasu, niezawisła od niego. Gdybyż choć naprawdę była pustką, z rzadka zasianą rojowiskiem gasnących obrazów, ale nie, na pewno tak nie jest, są na to dowody, w snach — a zawsze nie tam dopuszcza, gdzie bym chciał, nie wówczas, gdy mi na tym zależy, nigdy, tępo zatrzaśnięty mechanizm, suwerenny w precyzyjnym swoim z obłędną doskonałością wykonywanym zadaniu — utrwalać, przechowywać, niezmiennie i na zawsze. Ależ to nieprawda — przecież przepadnie ze mną, strażniczka zaciekła, sknera, zaprawiona w tyranii, w nieposłuszeństwie, w szyderczej krnąbrności, tak stała i tak krucha zarazem, czuła, a równocześnie obojętna jak węgiel, w którym odcisnął się liść.

Перевод

[править]

Е. П. Вайсброт, 1969, 1993 (с незначительными уточнениями)

О книге

[править]
  •  

Следы переживаний детства, можно найти в прозе Лема: Здание из «Дневника, найденного в ванне» — что, как не одна из версий «королевства удостоверений», — но такого, в котором «Тайна Центра» оказалась мифом, а открытие, что она не существует, или по-другому: что распылена по всей структуре Здания, вместе с мятущимися внутри людьми, — становится самым большим разочарованием зрелого возраста. Генералы, служебная иерархия, интриги, заполняющие дворец-Здание — это также и фантастические королевства из «Сказок роботов» или «Кибериады». «Замок невообразимо Высокий» перестаёт быть лишь руинами на львовском холме, а становится прототипом всех космических порядков, которые создаёт писатель.

 

Ślady doświadczeń dzieciństwa odnaleźć można w prozie Lema: czymże jest Gmach z Pamiętnika znalezionego w wannie, jak nie jedną z wersji „legitymacyjnego królestwa — takiego jednak, w którym „Tajemnica Środka okazała się mitem, a odkrycie, że nie istnieje, lub inaczej: że rozpylona jest dokładnie w całej strukturze Gmachu, wraz z miotającymi się wewnątrz ludźmi, staje się największym rozczarowaniem wieku dojrzałego. Domeną szarż, służbowych hierarchii, intryg wypełniających pałac-Gmach są też fantastyczne królestwa z Bajek robotów lub Cyberiady. „Zamek nie do ogarnięcia Wysoki przestaje więc być jedynie ruiną na lwowskim wzgórzu — staje się prototypem wszystkich kosmicznych ładów, jakie pisarz stworzy.[3]

  Ежи Яжембский, «Ребёнок, которым был», 2000

Станислав Лем

[править]
  •  

… будучи духовно весьма подобным проф. Хогарту из «Гласа Господа», я не очень привязан к сентиментально-мемуарным достоинствам в «Высоком замке», и единственной частью этой книги, которая по-прежнему доставляет мне удовольствие как читателю, является отдельная главка, посвящённая «удостоверенческому бытию» как метафоре-параболе, показывающей инициацию ребёнка в общественный быт, а одновременно и вхождение того же ребёнка в ту систему символических инструментов, благодаря которой он начинает участвовать в духовной жизни человечества…

  письмо Майклу Канделю 9 февраля 1975
  •  

Это никакой не роман, как об этом не один раз твердила критика. Там нет ни одного вымышленного элемента, и если можно говорить о каком-то обмане, то разве лишь в том смысле, в каком искусство можно понимать как «прекрасный обман». Например, вся эта история с «государством удостоверений», которая казалась критикам вымыслом, истинна от начала до конца, с той единственной, может быть, оговоркой, что её метафизические кулисы были достроены уже зрелым Лемом.

  — «Беседы со Станиславом Лемом» (гл. «Время, утраченное не совсем», 1981)
  •  

При чтении этих рецензий меня часто поражал ненавидящий тон. <…> от рецензии Адама Климовича веет убийственной неприязнью. Он приписывает мне множество вещей, применяя резкие выпады ad personam. Он утверждает, например, что у меня отличная память, и эту книгу создал не механизм спонтанно возникающих воспоминаний, а моё сознательное желание подчеркнуть одни вещи и скрыть другие. Прежде всего это должно касаться умолчания о жестоких и суровых общественно-экономических условиях, в которых оказался Львов, когда мне было четыре или двенадцать лет. Должен сказать, что это исключительно яркий идиотизм. Как ребёнок из буржуазной семьи, <…> я не мог знать, что существует что-то такое вроде борьбы классов. <…> В этой книге моя память представлена в виде разорванного мешка, <…> я старался оперировать детским сознанием, а не моим сегодняшним, иначе получился бы палимпсест или совершенно неудобоваримая смесь. <…>
Кроме того, из этого текста Климовича вытекает, будто бы я лгал, описывая «систему Удостоверений». Что это якобы ещё один фантастический текст Станислава Лема. Когда я писал «Философию случая», то задумывался, каким образом писатель может дать гарантию своей искренности. Неужели я должен был давать нотариальные клятвы, призывать свидетелей и нанимать частных детективов? Война уничтожила дом моего отца, а с ним и все детские каракули вместе с серебряными ниточками для сшивания удостоверений и зубчатыми колёсиками из будильника для перфорирования. Всё было так, как я описал. Чего не было, так это знания, с какой целью я это делаю.

  — «Беседы со Станиславом Лемом» (гл. «Книга жалоб и предложений», 1982)
  •  

… туда вошла лишь малая доля моих воспоминаний. Почему? Что ж, на этот вопрос я могу ответить хотя бы отчасти. Во-первых, в «Высоком замке» я хотел опять превратиться в ребёнка, которым когда-то был, свести комментарий к минимуму (я имею в виду комментарий с точки зрения здравомыслящего взрослого). Во-вторых, в процессе своего возникновения эта книга породила свою собственную «нормативную эстетику» (как в ходе любого процесса самоорганизации), и оказалось, что многое в моих воспоминаниях грозит внести диссонанс в этот канон. Не то чтобы я хотел что-нибудь скрыть из чувства вины или стыда, но было нечто такое, что плохо вязалось с моим детством, каким я взялся его описать. Прежде всего я хотел — намерение вряд ли осуществимое! — выделить, дистиллировать из всей моей жизни детство в чистом виде так, словно бы всех последующих наслоений — войны, массовых убийств, истребления, воздушных тревог и ночёвок в подвалах, фальшивых документов, игры в прятки, смертельных опасностей, словно бы всего этого никогда не было. Ведь всего этого, несомненно, не существовало, когда я был ребёнком или шестнадцатилетним гимназистом.

  — «Моя жизнь», 1983
  •  

К своим особым достижениям я отношу «Высокий замок», первую книгу в ПНР, в которой кто-то отважился писать о Львове. Опять-таки это вышло случайно, я ведь всего лишь писал о своём детстве. Но книга получила широкий отклик, мне приходило множество писем от львовян, изгнанных из родного города.

  «Прошлое через объектив», 2005

Примечания

[править]
  1. 1 2 Резюмировано в «Гласе Господа»: «… при достаточной фантазии каждый из нас мог бы написать <…> несколько собственных биографий… ».
  2. Сергей Белозёров. За строкой «пасквиля на конструктора» // Станислав Лем. Из воспоминаний Ийона Тихого. — М.: Книжная палата, 1990. — С. 514. — 100000 + 100000 экз.
  3. Dziecko, którym byłem // Lem Stanisław. Wysoki Zamek. — Kraków: Wydawnictwo Literackie, 2000. — S. 147-152. — копия статьи на официальном сайте Лема.